Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Dashner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Dashner. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 maja 2019

"Kod gorączki", James Dashner - recenzja


„Kod gorączki” to kolejna – po „Rozkazie zagłady” – powieść, która jest prequelem serii „Więzień labiryntu”. O ile jednak poprzednia tego typu książka bazowała głównie na nowych protagonistach, tak jej następczyni funduje sympatykom cyklu powrót do starych znajomych, towarzyszących czytelnikom na kartach trylogii. Centralne miejsce znów więc zajmuje Thomas, oprócz którego istotne role odegrają też tutaj m.in. Newt oraz Minho.

Można powiedzieć, że „Kod gorączki” wypełnia poniekąd retrospekcyjną lukę w młodzieżowym cyklu spod pióra Jamesa Dashnera. Ściślej rzecz ujmując, piję teraz do trzeciego tomu, czyli „Leku na śmierć”. Finał trylogii wykorzystywał bowiem krótkie i okazjonalne sny Thomasa do przemycenia skrawków wspomnień z przeszłości chłopaka. Tymczasem prequel dedykowany jest w całości takim wydarzeniom, jakie miały miejsce przed akcją pierwszej części, opatrzonej tytułem „Więzień labiryntu”. A dostaniemy nie tylko zupełnie nowe informacje, lecz również rozszerzenie kwestii poruszanych przez inne odsłony serii, dowiadując się, co główny bohater i jego kompani porabiali przed trafieniem do tzw. Strefy.

wtorek, 27 listopada 2018

"Rozkaz zagłady", James Dashner - recenzja


„Rozkaz zagłady”, prequel cyklu „Więzień labiryntu”, nie tylko stanowi bardzo dobre uzupełnienie popularnej serii. Powieść z powodzeniem radzi sobie też bowiem jako samodzielna historia, a bohater, któremu James Dashner przydziela tym razem pierwszoplanową rolę, należycie wywiązuje się z pełnionej funkcji.

Główna akcja utworu rozgrywa się trzynaście lat przed wydarzeniami, które mogliśmy prześledzić towarzysząc Thomasowi i reszcie ekipy z trylogii. Taki zabieg posłużył autorowi do przybliżenia korzeni problemów, jakim to uprzednio poznani bohaterowie musieli stawić czoła podczas pobytu w labiryncie oraz poza jego granicami. Stąd przeniesiemy się do czasów, kiedy ludzkość jest dość świeżo po klimatycznej katastrofie, wywołanej wzmożoną aktywnością Słońca. Ocalali uczą się jednak względnego funkcjonowania w nowym, zniszczonym świecie, co przedstawiono na przykładzie jednej z niedawno utworzonych, prowizorycznych osad. Tam właśnie przebywa sympatyczny chłopak o imieniu Mark, czyli wspomniany we wstępie protagonista, podobnie jak kilka innych, ważnych postaci, w tym nastoletnia Trina, starszy żołnierz Alec i pielęgniarka wojskowa Lana.

piątek, 14 września 2018

"Lek na śmierć", James Dashner - recenzja


W „Leku na śmierć”, trzecim tomie popularnego cyklu „Więzień Labiryntu”, walka z wirusem Pożogi osiąga swój kulminacyjny punkt, co zwala na głowy bohaterów dalszą lawinę problemów. Już autor się o to mocno postarał.

Co ciekawe, podczas lektury towarzyszyło mi niekiedy wrażenie lekkiego galimatiasu. Bynajmniej nie oznacza to, że James Dashner przestał panować nad literackim materiałem i zwyczajnie pogubił się w swoich pomysłach. Nic z tych rzeczy! Zaryzykowałabym bowiem stwierdzenie, iż mamy do czynienia z tzw. zamętem kontrolowanym. Mianowicie amerykański pisarz coraz bardziej mota życie Thomasa, Newta, Minho i pozostałych postaci, z sukcesem podkreślając otaczającą ich atmosferę, a tym samym przelewając stosowne emocje na czytelników.

czwartek, 16 sierpnia 2018

"Próby Ognia", James Dashner - recenzja


Jeżeli dany bohater gra główną rolę w serii powieści, a pierwsza książka z jego udziałem nie stroniła od niebezpieczeństw i innych problemów, to kontynuacja nie zafunduje protagoniście stuprocentowego oddechu. Wręcz przeciwnie, rzuci nieszczęśnikowi kolejne kłody pod nogi. I tak też jest w „Próbach Ognia”, czyli drugiej odsłonie popularnego cyklu od Jamesa Dashnera. Jak się okazuje, pobyt w granicach labiryntu był dla Thomasa ledwie częścią wyboistej drogi, która to usłana została mnóstwem kłopotów i niewiadomych. Nie ma więc chłopak lekko, co dotyczy również jego towarzyszy niedoli.

Chociaż w sequelu „Więźnia Labiryntu” dostrzeżemy znajome klocki, autorowi nie można zarzucić pójścia na łatwiznę. Otóż amerykański pisarz wkracza poniekąd na nowy teren, diametralnie zmieniając arenę zmagań bohaterów. Opleciony siatką korytarzy, a tym samym ograniczony obszar ustępuje tutaj pola bardziej otwartej przestrzeni. Co istotne, zaistniała sytuacja to zarazem nowość dla postaci, których poczynania śledziliśmy na kartach debiutanckiego tomu. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że ulokowana w sercu labiryntu Strefa paradoksalnie zapewniała im swoisty komfort. Owszem, nie było wcześniej mowy o beztroskiej egzystencji. Niemniej póki wszystko nie zaczęło się sypać, Streferzy żyli według tamtejszego rytmu, dysponując środkami niezbędnymi do przetrwania. Teraz zaś nie mają tak naprawdę zielonego pojęcia, czego się spodziewać. A teoretycznie trafiają wpierw do miejsca, gdzie powinni otrzymać spokój i szansę na lepsze jutro.

piątek, 6 lipca 2018

"Więzień Labiryntu", James Dashner - recenzja


Labirynty to konstrukcje o intrygującej naturze, ale i zarazem mające w sobie coś niebezpiecznego. Bywa też, że ich eksploracja niesie jeszcze większe ryzyko niżli tylko możliwość zgubienia się wśród siatki podobnych korytarzy. Weźmy taki przykład z greckiej mitologii – budowlę, którą w starożytnej Krecie zaprojektował słynny Dedal, zamieszkiwał przecież krwiożerczy Minotaur. Nie inaczej jest z architektoniczną enigmą, jaka to stanowi scenerię dla powieści otwierającej cykl spod pióra Jamesa Dashnera. Protagoniści „Więźnia Labiryntu” na własnej skórze doświadczą zaś tamtejszych zagrożeń.

Do wykreowanego na potrzeby serii uniwersum zostajemy wrzuceni niemal tak nagle jak główny bohater – nastoletni Thomas, którego perspektywę obiera trzecioosobowa narracja utworu. Mianowicie akcja powieści rozpoczyna się pobudką chłopaka w niekomfortowych warunkach, bo w windzie wewnątrz ciemnego szybu. Autor natomiast sugestywnie, acz zwięźle opisuje takie odczucia młodzieńca jak strach czy dezorientacja. Mało tego, nastroju nieboraka na pewno nie poprawia fakt, iż nie pamięta praktycznie nic poza swoim imieniem. I choć kierująca się ku górze winda szybko dociera do celu, to nie koniec, lecz preludium do następnych niespodzianek. Thomas trafia bowiem na teren tzw. Strefy, gdzie spotyka innych chłopców, również dotkniętych utratą wspomnień. Co więcej, ta całkiem rozległa przestrzeń okazuje się być otoczona ze wszystkich stron murami tytułowego labiryntu.