sobota, 15 lipca 2017

"Delfin Plum" - recenzja

„Delfin Plum” w reżyserii Eduarda Schuldta to animowana ekranizacja książki Sergia Bambarena pt. „Delfin. Opowieść o marzycielu”. Literackiego pierwowzoru nie czytałam, więc nie mogę wyrazić własnej opinii na jego temat. Niemniej o ile oryginał cieszy się sławą światowego bestsellera, tak filmowej wersji z pewnością nie grozi załapanie się do klasyki animacji. A słowa te pisze osoba, która, pomimo bycia dorosłą, ani myśli odmawiać sobie oglądania co jakiś czas produkcji dla młodszych widzów. Oczywiście poza pozycjami stricte dla maluchów, bo na bajeczki typu „Teletubisie” również dzieciaki robią się dość szybko za stare.

Tytułowy Plum wiedzie spokojną, acz nudną egzystencję w lagunie wraz z pozostałymi delfinami. Niestety, główny bohater czuje się niczym outsider i faktycznie odstaje od pobratymców, a to dlatego, że ma głowę pełną marzeń. Reszta stada żyje natomiast pod dyktando ustalonych reguł, które – choć pomagają unikać zagrożeń – sprawiają, że pływająca społeczność koncentruje się jedynie na zdobywaniu pożywienia, zamiast snuć jakiekolwiek rozważania o przygodach czy innych śmiałych przedsięwzięciach. Pomijając okazjonalne, drobne szaleństwa, Plum może i nadal motałby się w takiej stagnacji, gdyby nie spotkanie z wielką płaszczką. Ta pełni bowiem funkcję kluczowego czynnika, który popycha sympatycznego młodzieńca do działania na zasadzie „raz kozie śmierć”. Kiedy zatem płaszczka zasugeruje bycie sobą i pójście za głosem serca, delfinek opuści bezpieczną przystań, by wyruszyć ku nieznanemu.

środa, 12 lipca 2017

5 nowych tytułów w wydawniczej ofercie Fat Dog Games


Polska firma Fat Dog Games nie zwalnia tempa, czyniąc nieustanne starania na rzecz poszerzenia swego katalogu o kolejne niezależne produkcje, które reprezentują różne gatunki gier. Co ważne, rodzimy zespół dobrze sobie radzi na tym polu, a potwierdza to choćby opublikowana niedawno lista pięciu tytułów, jakie ukażą się pod jego wydawniczymi skrzydłami.


wtorek, 11 lipca 2017

Fallen Legion w atrakcyjnym preorderze



Fallen Legion: Sins of an Empire, z którym już od 18 lipca będą mogli zapoznać się amerykańscy użytkownicy konsol PS4, a od 25 lipca Europejczycy, kusi graczy przedpremierowymi zamówieniami. Kto bowiem skorzysta z takiej oferty, dostanie atrakcyjny bonus w postaci darmowego Fallen Legion: Flames of Rebellion na handhelda PS Vita. Tak oto zakupimy dwie produkcje w cenie jednej!

poniedziałek, 10 lipca 2017

"Dolina umarłych", Tess Gerritsen - recenzja

Wśród współczesnych powieści nie brak popularnych serii z pogranicza thrillera, sensacji, a także kryminału. Jeffery’emu Deaverowi zawdzięczamy dla przykładu książki o Lincolnie Rhyme i Amelii Saschs, podczas gdy Lee Child regularnie tworzy kolejne historie, których bohaterem jest Jack Reacher. Portfolio Tess Gerritsen obejmuje zaś m.in. cykl o pracującej w bostońskiej policji detektyw Jane Rizzoli oraz sądowym patologu – dr Maurze Isles. Po przeczytaniu wyśmienitej „Doliny umarłych”, w której występują obie panie, wiem, że powinnam czym prędzej nadrobić zaległości i sięgnąć po pozostałe tytuły z ich udziałem.

W omawianej odsłonie cyklu Maura udaje się do Wyoming na konferencję patologów, gdzie spotyka Douga Comleya, dawnego znajomego z lat studenckich. Towarzyska pogawędka uświadamia kobiecie, że jest zbyt poważna i nadto stara się kontrolować. Gdy więc pan Comley proponuje wspólną wycieczkę do górskiego schroniska wraz z jego córką oraz przyjaciółmi, dr Isles przystaje na pomysł dołączenia do grupy. Dla protagonistki to nie tyle szansa na ogólne wyluzowanie, co złapanie chwili oddechu od własnych zmartwień, zwłaszcza iż tkwi w kłopotliwym romansie z niejakim Danielem. Doug emanuje natomiast optymistycznym i żywiołowym nastawieniem, dostrzegając pozytywne aspekty nawet przy takich rzeczach jak popełnianie błędów czy niespodziewane komplikacje. Jego słowa okażą się jednak złowieszczym proroctwem w odniesieniu do dalszego toku fabuły, bo przecież coś musi pójść mocno nie tak.

piątek, 7 lipca 2017

Co tam słychać w przygodówkowym świecie? #57


Artifex Mundi nie żałuje szczegółowych informacji na temat swoich wydawniczych zapowiedzi, niejaki Harold Halibut potrzebuje zastrzyku gotówki na Kickstarterze, a polscy wielbiciele przygodówek i dobrej literatury dostali wyśmienity pretekst do wysupłania nieco kasy z portfela. Te i inne wieści znajdziecie w niniejszym przeglądzie doniesień ze świata gier przygodowych.


Owocne plany Artifex Mundi na najbliższe 3 miesiące
Katowickie Artifex Mundi zdecydowanie wie, jak dogodzić graczom, pamiętając o użytkownikach różnych platform. Tak oto również w wakacje rodzima firma dorzuci coś nowego do swojego wydawniczego katalogu, co potwierdza ogłoszenie tytułów, które przewidziano na trzeci kwartał 2017 roku. No i super, bo nawet gdy latem słońce przypiecze i teoretycznie przytępi wówczas chęci na granie, nie zdoła zrobić tego na tyle, żeby odmawiać sobie zabawy przy produkcjach spod znaku HOPA. Dla mnie w każdym razie casualowe przygodówki z ukrytymi obiektami są świetną formą relaksu, oferując nie tylko wciągającą rozgrywkę, lecz także przyjemne w odbiorze historie.

środa, 5 lipca 2017

Planet Nomads - wrażenia z Early Access



Podróżując wśród gwiezdnych przestrzeni, trzeba liczyć się z ewentualnością przymusowego lądowania na obcej i niekoniecznie przyjaznej planecie. Cóż, takie ryzyko zawodowe, jeżeli wybierzemy pracę astronauty. Owszem, pod pewnymi względami to również szansa na zdobycie cennego doświadczenia. Skoro jednak badanie nieznanego terenu następuje na skutek niezbyt szczęśliwego splotu okoliczności, najbardziej przejmiemy się wtedy tym, by po prostu jakoś przetrwać. Tak też zresztą uczynimy w niezależnej grze Planet Nomads, ale nie tylko, bo przy okazji wykażemy się talentem godnym Boba Budowniczego.

niedziela, 2 lipca 2017

"Anioł", Jude Deveraux - recenzja

Motyw kochanków ze zwaśnionych rodów to samograj, który napędził niejedną historię, acz najczęściej mówi się o nim w kontekście „Romea i Julii” Williama Szekspira. Jednak nawet najbardziej popularny i chwytliwy pomysł nie zawsze musi zaprocentować sukcesem, nie wspominając o tym, że mało kto potrafi stworzyć prawdziwe arcydzieło. Już przed rozpoczęciem lektury wiedziałam zatem, iż „Anioł” Jude Deveraux nie aspiruje do miana wybitnej literatury. Ale i tak pozostaje odpowiedź na pytanie, jak problematyczna miłość wypadła u amerykańskiej autorki. Bo przecież mogło wyjść całkiem dobrze w kategorii czystej rozrywki, mocno średnio albo wręcz koszmarnie źle.

Choć „Anioł” to czwarty tom „Sagi rodu Montgomerych”, a wcześniejsze części mnie ominęły, bardzo szybko odnalazłam się w opisywanych wydarzeniach. Należy tutaj odwołać się do specyfiki takich serii, reprezentujących de facto gatunek romansu historycznego. Otóż poszczególne odsłony zazwyczaj biorą na celownik kolejnych członków danej familii lub innych osób z jej otoczenia, a fabuła każdej książki przybliża parę bohaterów, których godzi strzała amora. Jeśli nie jest to akurat pierwszy tom, nie unikniemy oczywiście mniejszych bądź większych odniesień do poprzedników, na czele z ostatecznym rozwiązaniem pewnych perypetii sercowych. Co najistotniejsze, tego typu tytuły bronią się w kategorii samodzielnej całości, a i finał amorów przewidzieć nietrudno. Niemniej twórcom romansów historycznych z reguły nie chodzi o zaskakiwanie odbiorców niespodziewanymi zakończeniami. Bardziej liczą się za to takie czynniki jak sprawny sposób opowiadania, emocje targające protagonistami, łącząca ich chemia oraz klimat dawnych czasów.