piątek, 29 maja 2015

"Astro Boy" - recenzja

Młody Astro na pierwszy rzut oka nie różni się od innych dzieci, lecz to tylko pozory. W rzeczywistości chłopiec jest cudem zaawansowanej technologii, z odrzutowymi butami oraz bronią laserową w dłoniach. I choć mógłby w mig rozgromić całą armię, nie w głowie mu używanie przemocy. Zamiast siać zniszczenie, woli czynić dobro, kochać i być kochanym...

Trójwymiarowa animacja „Astro Boy” powstała na bazie mangi autorstwa Osamu Tezuki, która doczekała się również wersji w postaci seriali anime oraz gier video. Zanim jednak zaczniemy śledzić losy tytułowego protagonisty, poznajemy innego chłopca - sympatycznego geniusza o imieniu Toby. Młodzieniec mieszka w podniebnym Metro City wraz ze swoim ojcem doktorem Tenmą, wybitnym specjalistą w dziedzinie robotyki. Ich relacje układają się dobrze, aczkolwiek rodziciel więcej czasu spędza w pracy niż w towarzystwie syna. Niestety Toby ginie wkrótce w tragicznych okolicznościach, pogrążając naukowca w żałobie.

Oszalały z rozpaczy mężczyzna wymyśla pewien sposób na odzyskanie dziecka, a konkretnie postanawia skonstruować robota na podobieństwo zmarłego syna. Doktor Tenma nie ogranicza się bynajmniej do skopiowania wyglądu Toby’ego, wgrywając też swojemu dziełu wspomnienia chłopca. Jak łatwo zgadnąć, ów android to główny bohater całej historii. Początkowo wszystko wydaje się zmierzać ku dobremu, gdyż nowy „Toby” pamięta i kocha tatę. Z kolei Tenma chce być ojcem na pełen etat, troskliwie czuwając nad elektronicznym malcem. Naukowiec pragnie poniekąd nadrobić czas, jaki powinien poświęcić prawdziwemu dziecku. Szybko jednak przekonuje się, że nawet najwierniejsza kopia nie zastąpi oryginału. Poza tym, robot nie jest zupełnie identyczną repliką, zachowując się nieco inaczej niż pierwowzór. Doktor dostrzega owe różnice, przez co jeszcze bardziej boli go przedwczesna śmierć synka.

Obserwując robota, pan Tenma uświadamia sobie, że prawdziwego Toby’ego już nie ma pośród żywych. Jego elektroniczny następca zauważa smutek na twarzy mężczyzny i nie pozostaje obojętny na taki stan rzeczy, jak przystało na wrażliwą istotę. W końcu dochodzi do krytycznego momentu, kiedy poznaje prawdę o swoim pochodzeniu. Na domiar złego, doktor odtrąca biednego chłopca, który nie ponosi odpowiedzialności za zaistniałą sytuację. Taka postawa niewątpliwie nie należy do chwalebnych, ale twórcy po części usprawiedliwiają zbolałego człowieka nauki. Tak jak napisałam wcześniej, pierwsze minuty obrazu rozgrywają się za życia Toby’ego. Widzimy wtedy, że doktor Tenma stara się dbać o syna pomimo natłoku obowiązków zawodowych. Następnie jesteśmy świadkami ogromnego cierpienia po stracie najbliższej osoby. Łatwo więc okazać załamanemu ojcu trochę empatii, który ze względu na przykre doświadczenia częściej ulega silnym emocjom.

Największe współczucie wzbudza oczywiście tytułowy „Astro Boy”. Chłopak zarazem jest i nie jest Toby’m, a te subtelne różnice w stosunku do oryginału sprawiają, iż stwórca pochopnie go odrzuca. Ogromny wkład w sympatyzowanie z robotem ma świetna kreacja owej postaci oraz możliwość towarzyszenia bohaterowi od jego narodzin. Chodzi mi nie tyle o sam proces budowania modelu przez Tenmę, co chwile tuż po aktywacji protagonisty. Otworzywszy oczy, chłopiec woła swojego tatę i stawia pierwsze nieporadne kroki, aby podejść do opiekuna. Chociaż składa się z przeróżnych podzespołów, wrażliwemu robocikowi zdecydowanie bliżej do istoty z krwi i kości niż do bezdusznej maszyny. Takie wrażenie nie ulatnia się nawet wtedy, kiedy zda on sobie sprawę z posiadanej siły. Jeden z bohaterów filmu słusznie stwierdza, iż Astro jest bardziej ludzki od prawdziwego człowieka.

Pokazane na przykładzie głównego protagonisty problemy odmienności i osamotnienia występują też w dalszej części obrazu. Po opuszczeniu domu doktora w podniebnym mieście, chłopak trafia na powierzchnię Ziemi. To właśnie tam przybiera imię Astro, a także poznaje grupę dzieci, z którymi łatwo nawiązuje dobry kontakt. Dzięki temu dostaje szansę na odrobinę szczęścia. Zataja jednak przed nowymi przyjaciółmi fakt, iż nie jest człowiekiem. Czy można go za to winić? Nie, robot po prostu nie wie, jak dzieci zareagują na prawdę. Obawia się, że zostanie odepchnięty przez kolejne osoby.

„Astro Boy” nie koncentruje się wyłącznie na przeżyciach jednostek, lecz porusza również bardziej globalny temat. Mianowicie istotny element fabuły stanowi kwestia ekologii. Wprawdzie Metro City to futurystyczne i luksusowe miejsce, ale planeta generalnie znajduje się w opłakanym stanie. Unoszące się w powietrzu miasto powstało z powodu olbrzymiego zanieczyszczenia środowiska. Niestety wielu ludzi musi egzystować na zdewastowanej powierzchni Ziemi, a na dodatek liczyć się z obecnością odpadków zrzucanych przez mieszkańców Metro City. Owszem, wśród naukowców przewijają się pojedyncze głosy, które zwracają uwagę na konieczność poprawy warunków na całej planecie. Mimo wszystko jest ich zbyt mało, zaś prezydenta lewitującej metropolii obchodzi jedynie władza.

Oprócz tego, animowaną produkcję śmiało można umieścić w kategorii kina superbohaterskiego. Tak jak napisałam we wstępie, nasz heros został zaopatrzony w odrzutowe obuwie oraz lasery w dłoniach. Dysponuje również ponadprzeciętną siłą, a jego „serce” to błękitny rdzeń, najczystsze źródło pozytywnej energii. Sceny, w których Astro poznaje swoje możliwości, przypominają podobne fragmenty z historii o superbohaterach. Latający wśród chmur chłopak przywiódł mi na myśl samego Supermana. Umiejętności robota wyeksponowane są też w bardziej dramatycznych i nastawionych na akcję momentach. Przykładowo zostanie on zmuszony do ucieczki przed łasym na błękitny rdzeń prezydentem Stone’m czy użycia siły w obronie bliskich.

Dotychczas skupiłam się na poważnych aspektach filmu, które zresztą dominują w historii niezwykłego chłopca. Na szczęście, twórcy nie zapomnieli o rozluźnianiu atmosfery poprzez delikatne humorystyczne wstawki. Niezaprzeczalne walory komediowe posiada robo-pies Kubeł, a także trio elektronicznych rewolucjonistów od siedmiu boleści, które nie grzeszy odwagą ani nadmiarem rozumu. Uśmiech na twarzy odbiorców powinny ponadto wywołać sceny przedstawiające tzw. obrazki z dnia codziennego. Mnie osobiście najbardziej rozbroił moment, kiedy Astro wraz z resztą dzieci doprowadzają do porządku pewnego wielkiego robota, myją go i ozdabiają przeróżnymi malunkami.

Co do wizualnej strony produkcji, „Astro Boy” nie dorównuje dziełom gigantów pokroju Pixara, ale nie musi się niczego wstydzić. Twórcy stanęli na wysokości zadania, fundując odbiorcom ładnie i starannie wykonane animacje. Nie zawiedli też w przypadku scenariusza, o czym niejednokrotnie już wspomniałam. Przygody sympatycznego chłopca-robota to bardzo ciekawa opowieść, która ma szansę spodobać się zarówno młodszym, jak i starszym widzom.


Ocena: 8/10


Tytuł polski: Astro Boy
Tytuł oryginalny: Astro Boy
Reżyseria: David Bowers
Scenariusz: Timothy Hyde Harris, David Bowers
Gatunek: animacja, akcja, sci-fi
Produkcja: USA, Japonia, Hongkong
Rok produkcji: 2009
Czas trwania: ok. 95 minut

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz