środa, 8 lipca 2015

"Czarny zakon", James Rollins - recenzja


James Rollins potrafi zadbać o to, by bohaterowie jego cyklu „SIGMA Force” zbytnio się nie obijali. Bardzo dobrze również wie, w jaki sposób przyciągnąć i podtrzymać zainteresowanie czytelników. W „Czarnym zakonie” cały czas coś się dzieje – nie zabraknie ani niebezpiecznych wydarzeń, ani mrożących krew w żyłach tajemnic. I tak być powinno w historii, gdzie pierwsze skrzypce grają świetnie przeszkoleni agenci z elitarnej grupy pracującej dla rządu USA.

„Czarny zakon” to trzeci tom serii poświęconej członkom fikcyjnego oddziału, którego zadanie polega na zdobywaniu i ochronie różnych technologii. Akcja powieści została osadzona w czasach współczesnych, lecz otwierający książkę prolog cofa nas do jednego z ostatnich dni oblężenia Wrocławia, przypadającego na końcowy okres II wojny światowej. Grupa esesmanów ucieka akurat z miasta po uprzednim wymordowaniu kilkudziesięciu naukowców, którzy prowadzali badania dla nazistów. Egzekucja odbyła się zaś w ramach szeroko zakrojonych działań, mających na celu zabezpieczyć wszelkie dane o tajnych projektach III Rzeszy, nawet za cenę całkowitego ich zniszczenia. Wszystko oczywiście po to, żeby inne kraje nie poznały szczegółów na temat owych badań, a tym samym nie położyły rąk na nieznanych im wcześniej technologiach itp.

Rollins nie zrezygnował zatem z mocnego początku, aczkolwiek nie skopiował pomysłów z pierwszych dwóch części. W poprzednich odsłonach tragiczna śmierć stanowiła główny punkt prologu, a odbiorcy podskórnie wyczuwali tzw. moment krytyczny, z napięciem czekając aż wydarzy się to najgorsze. W „trójce” o morderstwach dowiadujemy się natomiast już po fakcie, kiedy zabójcy opuszczają miasto z powodu obecności wojsk ZSRR. Nie chcę zbytnio spoilerować, ale zdradzę, iż ucieczka nie przebiegnie dokładnie według esesmańskich planów. Gwoli ścisłości, poleje się trochę krwi – ktoś zginie, kto inny być może przeżyje. Jednak wstęp posiada tym razem bardziej wzruszający wydźwięk, a to dlatego, iż istotna rola przypadła tutaj malutkiemu dziecku.

Później przenosimy się już rzecz jasna do teraźniejszości, gdzie przyjdzie nam skakać pomiędzy takimi miejscami jak dla przykładu Himalaje, Kopenhaga czy Afryka Południowa. W każdym razie, w żadnych z odwiedzonych zakątków nie będziemy musieli martwić się o niedobór mocnych wrażeń. W Himalajach dojdzie chociażby do wybuchu tajemniczej epidemii, która doprowadzi do masakry wśród mnichów z pewnego klasztoru. Stolica Danii w pierwszej chwili zapowiada się na nieco spokojniejszy przystanek, bo intryga oscyluje tam wokół licytacji naukowych dokumentów z epoki wiktoriańskiej, a także Biblii należącej do Karola Darwina. Niemniej w Kopenhadze również znajdzie się miejsce dla pościgów, strzelanin oraz wybuchów. Koniec końców, poszczególne wątki okażą się ściśle ze sobą powiązane, i to nie tylko za sprawą członków SIGMA Force.

Dzięki „Czarnemu zakonowi” Rollins udowadnia, że nie idzie na łatwiznę poprzez kurczowe trzymanie się jednego szablonu. Owszem, nie pozwoli wiernym czytelnikom zapomnieć, iż śledzą losy znanej im amerykańskiej agencji rządowej. Mimo wszystko poszukuje też nowych rozwiązań i rozwija formułę serii zamiast niewolniczo kalkować poprzednie części. „Burza piaskowa” (tom 1.) łączyła nowoczesną sensację z przygodą à la Tomb Raider, podczas gdy „Mapa Trzech Mędrców” (tom 2.) oferowała rozrywkę dla fanów prozy Dana Browna, wzbogaconą o domieszkę „Mission Impossible”. W „Czarnym zakonie” autor stawia z kolei na motyw nazistowskich eksperymentów, w obrębie którego dużo uwagi poświęca m.in. genetyce oraz teorii kwantowej. Zahacza ponadto o obsesję, jaką na punkcie okultyzmu mieli Heinrich Himmler oraz Adolf Hitler. Dodam jeszcze, że w paru momentach poczułam klimat ze starszych filmów o Jamesie Bondzie, a w kilku innych fragmentach dostrzegłam nawet delikatne elementy grozy. Książka generalnie jest zresztą nieco mroczniejsza od dwóch pierwszych odsłon.

A jak wypadają bohaterowie powieści? Tradycyjnie wyraziście i przekonująco. Painter Crowe, który w poprzednim tomie zszedł na drugi plan, ponownie odgrywa bardzo ważną rolę, co swoją drogą wpędzi go w poważne tarapaty. Obok szefa SIGMY, drugą główną postacią jest agent Grayson „Gray” Pierce, czyli pierwszoplanowy bohater „Mapy Trzech Mędrców”. Oprócz tego, pojawią się inni starzy znajomi, na czele ze współpracownikami Graya – Monkiem Kokkalisem i Kathryn Bryant. Nowe twarze w obozie pozytywnych postaci dają się na szczęście lubić, zwłaszcza sprytna nastolatka Fiona oraz inteligenta pani doktor Lisa Cummings. Posiadają też odpowiednią charyzmę, podobnie jak najistotniejsze czarne charaktery i osoby, których nie można jednoznacznie sklasyfikować.

Lubicie powieści Jamesa Rollinsa? Bierzcie w ciemno. Jego twórczość jest Wam obca, ale gustujecie w sensacyjno-przygodowych historiach? Tym bardziej warto więc nadrobić zaległości, przy czym doradzam przeczytać najpierw wcześniejsze części tego cyklu. Wprawdzie „Czarny zakon” jest przyjazny dla nieobeznanych z serią osób, lecz lektura poprzednich odsłon pozwoli w pełni docenić obecne w nim odniesienia do starszych tomów oraz relacje, jakie łączą niektórych bohaterów.


Ocena: 8/10


Tytuł polski: Czarny zakon
Tytuł oryginalny: Black Order
Autor: James Rollins
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz


--------------------------------------------------------------------------------------

Recenzje innych powieści Jamesa Rollinsa na blogu:

http://crouschynca.blogspot.com/2015/05/burza-piaskowa-james-rollins-recenzja.htmlhttp://crouschynca.blogspot.com/2015/06/mapa-trzech-medrcow-recenzja.html 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz