niedziela, 11 grudnia 2016

"Zmuś mnie", Lee Child - recenzja

Nazwisko Lee Childa regularnie obijało mi się o uszy, ale jakoś tak wyszło, że długo zwlekałam z sięgnięciem po serię o Jacku Reacherze. W ostatnim czasie nadeszła jednak okazja do częściowego nadgonienia zaległości, tyle że „troszeczkę” nie po kolei, bo wpierw przeczytałam „Zmuś mnie”, czyli dwudziestą odsłonę cyklu. Co najistotniejsze, ów fakt nie przeszkodził w pozytywnym odbiorze powieści, a na dokładkę, książka okazała się dobrą zachętą do tego, by poznać inne pozycje brytyjskiego pisarza.

Wyżej wymieniony tytuł jest przyjazny dla nowych czytelników z bardzo prostego powodu. Mianowicie mamy tego samego głównego bohatera, ale w obliczu innej tajemnicy. Jack Reacher to wysokiej postury człowiek, który niegdyś pracował jako żandarm wojskowy, a obecnie prowadzi włóczęgowski tryb życia. Tym razem upodobanie do tułaczki sprawia, że mężczyzna trafia do małego miasteczka w Oklahomie. Jak do tego doszło? Ano jechał sobie pociągiem i zaintrygowała go nazwa mijanej mieściny – Matczyny Spoczynek. Wysiadł więc na tamtejszej stacji z zamiarem rozejrzenia się po okolicy i podpytania o pochodzenie takiego miana. Niemniej zainteresowanie owym regionem szybko wykroczy poza kwestię nazewnictwa, a to dlatego, że Jack spotka niejaką Michelle Chang.

Choć między obiema postaciami nawiąże się nić porozumienia, a potem romans, „Zmuś mnie” to przede wszystkim powieść z kręgu literatury kryminalnej, sensacyjnej i thrillerów. Wątek uczuciowy delikatnie egzystuje na uboczu, natomiast prym wiodą tajemnice, jakie najwyraźniej skrywają mieszkańcy Matczynego Spoczynku. Otóż Michelle, w przeciwieństwie do Jacka, nie zjawiła się tu przypadkowo. To była agentka FBI, która aktualnie para się zawodem prywatnego detektywa. Do miasteczka przyjechała na prośbę kolegi po fachu – Keevera, aby pomóc mu w pewnym śledztwie. Sęk w tym, że wspólnika ani widu, ani słychu. Dowiedziawszy się o problemie kobiety, Reacher postanawia zostać przynajmniej jeden dzień dłużej niż planował. Początkowo, jak sam stwierdza, raczej dla zabawy, w sensie nieobowiązującej ciekawości. A gdy dostrzeże, że coś faktycznie jest na rzeczy, na całego zaangażuje się w rozwiązywanie zagadki zniknięcia Keevera.

Przyznam, że w ogóle nie dziwię się decyzji protagonisty. Olbrzymia w tym zasługa wprawnego pióra Childa, który wiarygodnie odmalował atmosferę miasteczka, zdającego się gorliwie chronić jakichś sekretów. Zmowa milczenia jest tak wyczuwalna, namacalna wręcz, że konspirą wieje normalnie na kilometr. Owszem, Keever zameldował się wcześniej w  motelu, gdzie zainstalowali się też Michelle i Jack. Tymczasem mieszkańcy podejrzanie nabierają wody w usta, a ponadto swoim zachowaniem dają do zrozumienia, że nie życzą sobie jakichkolwiek pytań. Bacznie obserwują poczynania obojga bohaterów, no i generalnie nie garną się do przyjmowania obcych, w związku z czym ucieszyłby ich szybki wyjazd węszącego po okolicy duetu.

Jeśli chodzi o postępy w dochodzeniu, pani Chang i pan Reacher nie błądzą co prawda jak dzieci we mgle, ale poniekąd można powiedzieć, że ich śledztwo prowadzone jest czasem nieco po omacku (szczególnie w początkowej fazie). Po prostu dysponują bardzo małą liczbą tropów, do czego przyczynia się nie tylko „gościnność” Matczynego Spoczynku. Sama Michelle posiada bardzo szczątkowe informacje, o ile w ogóle można nazwać je konkretnymi danymi. Ot, Keever skontaktował się z kobietą, a więcej detali miał przedstawić na spotkaniu w cztery oczy. Nie wiadomo nawet, kto uprzednio wynajął zaginionego detektywa. Mimo wszystko nasi protagoniści i tak dobrze sobie radzą, tworząc zgrany zespół. Oboje odznaczają się analitycznym umysłem, a także sprawnością fizyczną, przy czym ta druga cecha widoczna jest zwłaszcza u Reachera. Wiadomo – kawał chłopa, to i przywalić porządnie potrafi, co nie znaczy, że tłucze ludzi bez opamiętania. A gdy już zajdzie konieczność użycia siły, Jack, niczym wytrawny taktyk, dokładnie kalkuje swoje ruchy, przewidując jednocześnie kroki przeciwników.

Nie spoilując zbyt wiele, zdradzę, iż Jack, oczywiście wraz z towarzyszką, spędzi również sporo czasu poza granicami Matczynego Spoczynku. Wszak dochodzenie wymagać będzie zweryfikowania wszelkich poszlak oraz powiązań, jakie łączą poszukiwanego mężczyznę z innymi osobami. Dodam jeszcze, iż w dalszej części utworu intryga nabiera bardziej informatycznego charakteru. Niebagatelną rolę w powieści odegra tzw. Głęboka Sieć – najciemniejsze zakątki internetu, obejmujące witryny, które są ukryte przed zwykłymi wyszukiwarkami i zapewniają użytkownikom pełną anonimowość. To wszystko przełożyło się zaś na satysfakcjonującą lekturę dla miłośników trzymających w napięciu historii. Co ważne, czytelnik pozostaje czujny często nawet wtedy, kiedy nic takiego się nie dzieje. Z kolei na koniec otrzymujemy mocny i zarazem nienaciągany finał, który logicznie wyjaśnia całą zagadkę. Podsumowując, polecam, a sama, jak napisałam we wstępie, rozejrzę się w niedalekiej przyszłości za innymi przygodami Reachera.



-------------------------------------------------------------------
Tytuł polski: Zmuś mnie
Tytuł oryginalny: Make Me
Autor: Lee Child
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz

2 komentarze:

  1. 60 godzin bodaj tego autora ostatnio czytalem, niezle. To mam zakolejkowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. :) Ja prawdopodobnie wpierw zabiorę się za "Poziom śmierci", bo to akurat już posiadam. "Zmuś mnie" podrzuciłam natomiast mamie do poczytania, na razie jest w trakcie, ale jak dotąd zadowolona z lektury.

      Usuń