Vivian Garrett
wyszła pewnego razu z domu, po czym słuch o kobiecie zaginął. Co się jej przydarzyło?
Popełniła samobójstwo? Uległa śmiertelnemu wypadkowi? Została zabita z
premedytacją? A może ot tak porzuciła męża i trójkę dzieci? Albo należy
rozglądać się za znacznie bardziej niesamowitym wytłumaczeniem? Nie wiadomo…
Lina, córka zaginionej, jest jednak pewna tego, że najwyższa pora dociec prawdy
i definitywnie rozwiać wszelkie wątpliwości.
piątek, 16 czerwca 2017
wtorek, 13 czerwca 2017
"Na imię jej Rose", Christine Breen - recenzja
Popularność
powieści obyczajowych bierze się przede wszystkim stąd, iż ludzie pragną
czasami sięgnąć po tzw. życiowe historie. Treści niby zwyczajne, ale w sensie,
że pokazują świat, jaki nie odbiega diametralnie od znanej nam rzeczywistości. Można
tu poniekąd dostrzec swoisty paradoks, bo przecież uciekamy w ten sposób z
własnej codzienności do innej, acz fikcyjnej. Nie chcemy wtedy wybierać się w
literacką podróż po fantastycznych ani odległych historycznie realiach, lecz
poczytać o mniej bądź bardziej podobnych nam ludziach, z którymi łatwiej się
utożsamić. I dokładnie tego rodzaju tytułem jest powieściopisarski debiut
Christine Breen, czyli „Na imię jej Rose”.
Fabuła
utworu kręci się wokół Iris Bowen, irlandzkiej ekspertki od ogrodnictwa, a
także jej adoptowanej córki Rose. Obie panie poznajemy akurat w takim dniu,
którego raczej nie uznają za udany. Pierwsze strony książki pozwalają
towarzyszyć Iris, kiedy ta musi przełknąć niejedną gorzką pigułkę. Otóż
redaktor naczelny gazety, z którą współpracowała jako freelancerka, wylewa na
głowę kobiety kubeł zimnej wody, zamiast zaproponować wymarzony pełny etat.
Kolejna kwestia to badania lekarskie, jakim Iris niechętnie się poddaje,
pamiętając przegraną walkę męża z ciężką chorobą. Jeśli zaś chodzi o Rose, dziewiętnastoletniej
skrzypaczce początkowo dopisuje dość dobry nastrój, tyle że czeka ją recital w
ramach uczelnianych zajęć na londyńskiej Royal Academy Music. No i cóż, występ
nie przebiega do końca po myśli dziewczyny, a zachowanie maestra, u którego
pobiera aktualnie nauki, pozostawia wiele do życzenia…
sobota, 10 czerwca 2017
Co tam słychać w przygodówkowym świecie? #54
Niniejszy
odcinek przeglądu pozwolę sobie zacząć od wzmianki na temat Steam Greenlight, w
którym można było znaleźć gry z praktycznie każdego gatunku. O jego zamknięciu
wiedzieliśmy nie od dziś ani nie od wczoraj, lecz przed paroma dniami stało się
to faktem dokonanym. Wprawdzie da się jeszcze pooglądać dotychczas zgłoszone
projekty, ale na nowe propozycje nie ma co liczyć. To samo dotyczy głosowania
na widniejące tam tytuły, co jest obecnie niemożliwe. Czy program Steam Direct,
który ruszy już 13 czerwca, okaże się lepszy niż „zielone światełko”? Zobaczymy...
Przyznam jednak, że trochę szkoda mi Greenlight. Bo pomimo sporego odsetku mniej
udanych projektów, wyłowiłam dość dużo interesujących pozycji. Niejednokrotnie
wspominałam również o nich na blogu, więc mam po prostu swoisty sentyment do
tego programu.piątek, 9 czerwca 2017
Fat Dog Games wydaje mroczną platformówkę Dream Alone
Cóż za licho
dotknęło pewną wioskę, której społeczność zapadła w stan będący ni to snem, ni
to śmiercią? I czy mały chłopiec zdoła temu zaradzić? Z takimi problemami
zmierzymy się w platformówce Dream Alone, której producentem jest polskie studio
WarSaw Games ze stolicy. Funkcję wydawcy powyższego tytułu piastuje natomiast inna
rodzima firma – Fat Dog Games.
O
tym, że obie ekipy nawiązały współpracę, mogli na własne oczy przekonać się
goście tegorocznej, piątej już edycji Pixel Heaven, która miała niedawno
miejsce w Warszawie (25-28.05.2017). Podczas dedykowanej grom indie i retro
imprezy doszło bowiem do pierwszej publicznej prezentacji Dream Alone. Pozycja
ta, jak napisałam we wstępie, reprezentuje gatunek platformówek. Jej fabuła skupi
się zaś na losach chłopca o imieniu Irra, który nie ma w życiu lekko za sprawą osobliwej
zarazy, nękającej rodzinną wioskę bohatera. Mieszkańcy osady, włącznie z
familią protagonisty, zapadają kolejno w dziwaczną śpiączkę. Malec weźmie zatem
na swoje dziecięce barki zadanie odnalezienia mitycznej Pani Śmierci, gdyż wyłącznie
ona potrafi ponoć położyć kres epidemii.
czwartek, 8 czerwca 2017
Tajemnice Scarlett: Przeklęte Dziecko (PC) - recenzja
Świat duchów i
mroczne sekrety z przeszłości, które czekają na wyjaśnienie… Temu właśnie
stawimy czoła w grze Tajemnice Scarlett: Przeklęte Dziecko, buszując po
zakamarkach pewnej wiktoriańskiej rezydencji oraz jej okolicach. To bynajmniej
nie wszystko, gdyż producencko-wydawnicza współpraca, którą nawiązały firmy World-Loom
i Artifex Mundi, ponownie rzuca odbiorców naprzeciw rozgrywki w rytmie Hidden
Object Puzzle Adventure. Co najważniejsze, po raz kolejny z udanym skutkiem.
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Inner Chains (PC) - recenzja
Inner Chains
autorstwa polskiego Telepaths’ Tree nie należy do takich produkcji, w przypadku
których ubogą grafikę można usprawiedliwić znanym porzekadłem, że liczy się
wnętrze, a nie opakowanie. Otóż mamy tu poniekąd do czynienia z odwrotną sytuacją,
bo zwiedzana w grze sceneria już od pierwszych minut poraża wręcz rozmachem i dopracowanymi
widokami rodem z najgorszych koszmarów bądź piekielnych czeluści. A to, co
skrywa zaś ta wystawna oprawa wizualna, prezentuje się niestety mniej okazale…
czwartek, 1 czerwca 2017
"Dzwoneczek" - recenzja
Dzwoneczek
najwyraźniej pozazdrościł komiksowym superbohaterom historii typu origin. Mała
urocza wróżka tupnęła więc pewnego pięknego dnia nóżką przed włodarzami
Disneya, wołając filmowej opowieści o własnych początkach. Ci zaś posłuchali i
przykładnie wywiązali się z powierzonego im zadania.
Popularność
Dzwoneczka wykracza daleko poza twórczość J. M. Barriego, któremu magiczna
istotka zawdzięcza wszak swoje istnienie, podobnie jak jej przyjaciel Piotruś
Pan, wraz z całą Nibylandią. Główna w tym zasługa wytwórni Walta Disneya. Amerykański
koncern nie poprzestał bowiem na zrobieniu animowanych przygód chłopca, który
nie chciał dorosnąć. W efekcie fruwająca panienka funkcjonuje dziś też na
zasadach samodzielnej marki, zyskując dzięki temu jeszcze większe rzesze fanów,
a właściwie małoletnich wielbicielek. Ba, otrzymała nawet stosunkowo rozbudowane
uniwersum „Disney Wróżki”, które stanowi świetny pretekst do wypuszczania
mnóstwa tematycznych gadżetów dla dzieciaków (kolorowanki, książeczki
edukacyjne, przybory do pisania itd.). Oczywiście nie mogło zabraknąć także
filmów – w tym wypadku mowa o serii komputerowych animacji, którą otwiera produkcja
z roku 2008, zatytułowana po prostu „Dzwoneczek”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


