„Czarny
księżyc”, czyli piąty już tom sagi rodu Poldarków, ukazał się na
angielskojęzycznym rynku po raz pierwszy w roku 1973. To aż dwie dekady po
pierwotnym wydaniu części czwartej, opatrzonej tytułem „Warleggan”, bowiem
oryginalny debiut tejże książki przypadł z kolei na rok 1953. W trakcie lektury
„piątki” można zaś lekko wyczuć ową przerwę między powieściami, acz jednocześnie
nie zabraknie tu też charakterystycznych dla serii elementów.
To
trochę jak taki powrót do bliskiej niegdyś człowiekowi tematyki, która co
prawda nie została zapomniana, lecz wymaga swoistego odkurzenia, a tym samym
ponownego wsiąknięcia w przerabiany materiał. Winston Graham, ojciec cyklu,
bynajmniej nie stracił talentu do operowania słowem pisanym ani nie przystąpił
do prac nad „Czarnym księżycem”, zaliczając długotrwały odwyk od literackiego
fachu. Wręcz przeciwnie, po prostu w międzyczasie skupił się na odmiennych
klimatach. Wypuściwszy cztery książki o Poldarkach, skierował swoje pióro ku kryminałom,
o czym zresztą informuje wstępna notka od autora. Po wielu latach naszła go
jednak chęć, by kontynuować tę historyczno-obyczajową serię i znów osiąść wśród
kornwalijskiej scenerii u kresu XVIII wieku.




