piątek, 28 kwietnia 2017

Expeditions: Viking (PC) - recenzja


Jak mogłam przekonać się choćby dzięki serialowi „Wikingowie”, bycie skandynawskim wodzem to niełatwy kawałek chleba, pomimo związanego z tą funkcją prestiżu. Wzorem wielu innych władczych stanowisk, trzeba wszak ogarnąć sporo rzeczy, a także nie okazywać słabości, no i uważać na przeciwników, włącznie z krewkimi rodakami. Niemniej znajdzie się też pokaźna liczba plusów, dla których warto podjąć ryzyko. Za dobitny przykład niech posłuży to rozpierające uczucie, kiedy po skrzyknięciu swych wojaków wypłyniemy na kolejną zamorską wyprawę. Tego wszystkiego dowodzi zresztą nie tylko telewizyjna produkcja od kanału History, ale i gra pt. Expeditions: Viking.

Omawiana pozycja powstała pod skrzydłami niezależnego zespołu deweloperskiego Logic Artists z Kopenhagi. Duńska ekipa wysmażyła wcześniej na pecetach strategicznego erpega z 2013 roku – Expeditions: Conquistador oraz szpiegowską skradankę Clandestine, która ujrzała światło dzienne w roku 2015. W kontekście testowanej gry ważniejszy jest oczywiście pierwszy z wyżej wymienionych tytułów, gdyż częściowa zbieżność nazw, jak każdy się domyśla, wynika z przynależności do tego samego cyklu. Tam jednak mieliśmy odmienne realia historyczne, przeprowadzając XVI-wieczny podbój Nowego Świata w szatach hiszpańskich konkwistadorów. Co najistotniejsze, ów projekt spodobał się odbiorcom na tyle, by zmotywowani ciepłym przyjęciem twórcy mogli przystąpić do prac nad kontynuacją.

I tak oto nadszedł wreszcie następca, czyli Expeditions: Viking, którego akcję osadzono u schyłku VIII wieku, pozwalając graczom zasmakować żywota wśród nordyckich wojowników. Wcielamy się tutaj w przywódcę lub, zależnie od preferencji, przywódczynię jednego ze skandynawskich klanów. Gwoli ścisłości, jesteśmy świeżo upieczonym liderem duńskiej osady Skjern, przejmując schedę po zmarłym ojcu i zarazem poprzednim wodzu. Taki stan rzeczy skłonił mnie do postawienia sobie pewnego pytania. Mianowicie czy fabularny szkielet produkcji bazuje na popularnym motywie od zera do bohatera? I tak, i nie. Z jednej strony, zostaliśmy szefem, a co za tym idzie – mamy już jakieś znaczenie, zamiast być zupełnie anonimową postacią. Z drugiej zaś, nie wszyscy uznają nasz aktualny, wysoki przecież status. Stąd konieczność zademonstrowania swojego potencjału, czego dokonamy poprzez rozwój wioski i związane z tym podróże po królestwach Wysp Brytyjskich.


Z intrygancko-politycznym toporem

Muszę przyznać, że gra od początku odmalowuje przed nami sugestywny klimat czasów wikingów, jeszcze zanim sami załadujemy zadek na okręt i wystartujemy z tytułowymi ekspedycjami. Fabuła rozpoczyna się w noc po pogrzebie rodziciela, kiedy to trwa akurat biesiada mająca na celu uczcić pamięć nieboszczyka. W stypie uczestniczą oficjalni goście, lecz kierujące przybyłymi intencje nie ograniczają się do uprzejmościowych gestów, szczerego oddawania honorów czy prozaicznej chęci spijania miodu na cudzy koszt. Wśród zgromadzonych nie brak ludzi, którzy w duchu bardzo źle nam życzą i dumają nad przejściem od myśli do czynów, zakładających gruntowne roszady na wioskowym tronie. Niestety, duża w tym również zasługa tatuśka, o którym dowiadujemy się, iż narobił sobie wrogów nawet w obrębie własnego klanu. Nie dlatego, że był takim cienkim bolkiem. Wręcz przeciwnie, słynął z odwagi, ale jego silne ciągoty ku zamorskim wojażom osłabiły osadę.

W każdym razie, uczta ze wstępnej fazy zabawy uświadamia, że najlepiej mieć oczy wokół głowy, a pod ręką broń. Słowem, powinniśmy być w pełnej gotowości bojowej. Ba, w miarę spokojna, choć dość napięta impreza zostaje wkrótce zakłócona przez gagatka bezczelnie wymachującego mieczem, z którym musimy stanąć w szranki, jeśli chcemy zachować twarz. Na tym udowadnianie swojej wartości, jak zdążyłam zasygnalizować, się nie skończy. Zaliczając kolejne misje, nie ustajemy w przygotowaniach do wielkiej wyprawy, która wymaga uprzedniego skompletowania drużyny, a także wybudowania łajby odpowiadającej naszym potrzebom. Po paru ładnych godzinach możemy opuścić rodzinną Danię, by wiatr i fale powiodły nas ku chwale, bogactwu oraz zagranicznym kontaktom, co w praktyce oznacza dalszy, obszerny pakiet questów do odhaczenia. Wszystko to przełoży się natomiast na nieskomplikowaną, ale generalnie apetyczną historię, którą sowicie podlano średniowieczno-skandynawskim sosem.


Słowa, myśli i krew

W trakcie rozgrywki szczególnie uderzyła mnie duża sieć zależności, wraz z mnóstwem decyzji, jakie możemy podjąć. Przykładowo to, co powiemy napotkanemu NPCowi, zmodyfikuje morale konkretnych członków ekipy młodego wodza. Gdy więc za wykonanie pewnego zadania zleceniodawca wręczał mi wynagrodzenie, odmowa wzięcia łupu sprawiała, że punkt ujemny do nastawienia otrzymywał towarzysz z cechą chciwości, a dodatni przypadał bardziej wspaniałomyślnej osobie z naszej paczki. Kiedy indziej miałam udzielić odpowiedzi, która podkreślałaby wiarę w bogów lub wyjaśniałaby dany problem w przyziemny sposób. To z kolei zwiększało bądź zmniejszało morale przesądnego kompana. Trzeba przy tym nadmienić, że wybory podczas konwersacji mogą też rzutować na reputację w szerszej perspektywie. Ale nie tylko gadki wpływają na to, jak spostrzegają nas pojedynczy osobnicy z zewnątrz czy całe społeczności. Pokojowe modus operandi sprzyja dobrym stosunkom, a nadmierna skłonność do rozlewu krwi nie zapewni biznesowych chodów tam, gdzie narozrabialiśmy.

Nie samymi wyborami Expeditions: Viking stoi, acz te zaliczają się do kluczowych aspektów produkcji i pozostają w korelacji z resztą części składowych gameplayu. Projekt autorstwa Logic Artists to taktyczne RPG z widokiem izometrycznym, punktami przydzielanymi do licznych statystyk (dla siebie i podkomendnych) oraz turowymi walkami. Pochylmy się teraz nad bitkami, bo nie da się ich uniknąć nawet przy kurczowych próbach podążania ścieżką pacyfistycznego handlarza tudzież dyplomaty. Kiedy przyjdzie pora, abyśmy chwycili za oręż, ziemia, po której stąpamy my i wroga drużyna, zostanie podzielona na heksy. Działając w turach, wydajemy członkom swojego oddziału rozkazy odnośnie do tego, gdzie iść, kogo zaatakować czy jakiej specjalnej zdolności użyć (rzut kamieniem, „podreperowanie” zranionego towarzysza broni itd.). Nie ukrywam, takie taktyczne planowanie dostarcza masę frajdy, nie mówiąc o satysfakcji w obliczu wygranej. Oflankowanie delikwenta przynosi premię do zadawanych mu obrażeń, a gdy ktoś z naszych wejdzie na oblodzone pole, poślizgnie się i odpada na jedną kolejkę ruchów. Rzecz jasna im wyższy poziom trudności ustawimy, tym mocniej napocimy się przy toczonych bojach.


Aby naszym było dobrze

Zdarza się, że na podsumowującej utarczkę tabeli zobaczymy notkę o odniesieniu mniejszych bądź większych obrażeń. Co z takim fantem? Ano musimy uleczyć niedomagającego ludzika na biwaku. Miejsca do rozbijania obozów odkrywamy na dwuwymiarowej mapie kampanii, która tak na marginesie służy zarówno do lądowej wędrówki, jak i rejsów. Czasami kempingi bywają zajęte, co pociąga wpierw za sobą odbicie taboru. Rozgościwszy się, przechodzimy do przydzielania obowiązków w systemie czterozmianowym, a rozkład zajęć obejmuje takie czynności jak m.in. wartę, leczenie, naprawę sprzętu, zwiad czy sen. Przy wydawaniu poleceń pomocne są rozwijane przez postacie umiejętności, w związku z czym crafting spadnie na barki osoby dysponującej owym talentem. Należy jednocześnie pamiętać, by wszyscy najedli się i wypoczęli, a tym samym zachowali morale oraz skuteczność przy tłuczeniu oponentów. Pomysł z obozowiskami niewątpliwie dodaje naszym przygodom realizmu, lecz później coraz bardziej widać powtarzalność owych przystanków. Cieszę się więc, że zaimplementowano również opcję automatycznego przypisania ról poprzez wciśnięcie stosownego przycisku.

Fakt, iż szefujemy osadzie, znalazł sensowne odzwierciedlenie w strategiczno-ekonomicznym zabiegu, który polega na rozbudowie siedziby naszych poddanych. Wzbogacanie rodowych włości o nowe struktury przyczynia się do podbicia punktów zamożności i potęgi wioski, a do tzw. celów rozrostowych wykorzystywane są surowce, jakie gromadzimy w toku rozgrywki. Co ciekawe, nierzadko dostępne obiekty posiadają dwa, wykluczające się wzajemnie warianty do wyboru. Dla przykładu, wrzosowisko wolno przerobić na uroczysko albo polanę. Pierwsza propozycja przyda się mieszkańcom do intensywniejszych praktyk religijnych, gwarantując nam określoną dostawę prowiantu na tydzień. Druga alternatywa zadba o regularny napływ roślin leczniczych, które zostaną spożytkowane przy zabawie w doktora i opatrywaniu rannych. Przy okazji dodam, iż ziółka, tak jak dużo pozostałych zasobów, można też zdobywać przy przemierzaniu lokacji ze swoją ekipą.


W drodze ku Walhalli

Warstwa wizualna nie oferuje graficznych wodotrysków, ale proponowana klasa średnia spokojnie daje radę, częstując graczy niebrzydkimi widokami. Nie zawsze zadowalała mnie za to praca kamery, ponieważ musiałam niekiedy obracać tak planszę, by móc wejść do jakiegoś budynku. Poza tym, odnotowałam obecność wpadek w stylu przenikających się postaci. Co do udźwiękowienia, voice acting występuje w oszczędnych dawkach, aczkolwiek dialogów (swoją drogą zręcznie rozpisanych) mamy dosłownie multum. Na szczęście, kiedy usłyszymy głosy, angielski dubbing reprezentuje solidny poziom. Jednakże w kwestiach dźwiękowych najbardziej błyszczy klimatyczna muzyka, którą skomponował Knut Avenstroup Haugen, maczający także palce przy soundtrackach do gier Lords of the Fallen oraz Age of Conan.

Gdy zaczęłam testowanie Expeditions: Viking, gra nie była bezbłędna pod kątem technologicznym, lecz została w międzyczasie podłatana. Co najważniejsze, stworzona przez Logic Artists pozycja potrafi przykuć do monitora, zwłaszcza jeśli jesteście cierpliwi, lubicie stawiające na taktykę starcia, rolplejowe dysponowanie punktami talentów i grzebanie w szerokiej gamie opcji ogółem. Do tego mamy przyjemną w odbiorze fabułę oraz interesujące tło historyczne, co dodatkowo przemawia na korzyść niezależnego projektu z Danii. Wprawdzie tytuł nie wyląduje w gronie moich najukochańszych produkcji, ale bawiłam się dobrze. Reasumując, rzecz warta poznania.



---------------------------------------------------

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję firmie PR Outreach.

2 komentarze:

  1. Zaciekawiłaś mnie tą grą. Widziałam co prawda jakieś zapowiedzi, ale przechodziłam koło nich obojętnie. Dzięki Twojemu wpisowi dodaję do ją do listy życzeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciągająca produkcja. :) Jeśli lubisz RPG-i, to powinno Ci się spodobać, choć oczywiście zawsze najlepiej przekonać się samodzielnie. Ja natomiast będę chciała kiedyś zaznajomić się z poprzednią częścią. Niestety, jakoś mi do tej pory umykała, mimo że wiedziałam o jej istnieniu. Trzeba będzie kiedyś uzupełnić kolekcję. :)

      Usuń