piątek, 7 kwietnia 2017

Bractwo Tajemnic 5: Smocze Królestwo (PC) - recenzja


Jeżeli człowiek zamierza zrobić sobie urlop, to nawet, gdy planuje aktywny wypoczynek, raczej nie przewiduje użerania się z wrednymi typkami. Tymczasem bohaterkę Bractwa Tajemnic 5 czekają właśnie tego rodzaju atrakcje, wraz z koniecznością ratowania czyjegoś tyłka. Cóż poradzić, taka dola wirtualnych postaci, które często zostają postawione w obliczu podnoszących adrenalinę sytuacji. Na szczęście, przynajmniej nie trzeba wtedy narzekać na brak przygód ani ciekawych miejsc do zwiedzania.

Bractwo Tajemnic 5: Smocze Królestwo (The Secret Order 5: The Buried Kingdom) to casualowa produkcja, za której opracowanie odpowiada węgierskie studio Sunward Games, a za wydanie polska firma Artifex Mundi. Kolejna odsłona cyklu stanowi zarazem ponową okazję do wcielenia się w znaną sympatykom serii Sarah Pennington. Będąc członkinią Zakonu Gryfa, kobieta odbyła niegdyś niejedną czasoprzestrzenną wyprawę, lecz po wypełnieniu ostatniej misji, szefostwo zadecydowało o zaprzestaniu takowych wojaży, nakazując zniszczyć wszelkie przeznaczone do tego celu urządzenia. Panna Pennington postanawia zaś dobrze wykorzystać zyskaną chwilę oddechu, by nadrobić zaległości w sprawach prywatnych. Dlatego kontaktuje się z niejaką Julie Millar, słynną podróżniczką i równocześnie przyjaciółką naszej protagonistki ze szkolnej ławy.


Emocjonujące komplikacje

Sarah nie tylko cieszy się perspektywą spotkania z Julie, ale i odkryciem, jakiego dokonała dawno niewidziana kumpela. Znajoma wpadła na trop legendarnego Smoczego Królestwa, którym obie panie fascynowały się jeszcze w liceum. Niestety, nie będzie im dane beztrosko zawołać „Ahoj przygodo!”, acz jak zasygnalizowałam we wstępie, mocne wrażenia wystąpią tu w nadmiarze. Dzieje się tak z powodu niespodziewanej ingerencji Klanu Smoka, który w przeszłości parokrotnie zalazł głównej bohaterce za skórę. Tym razem ścieżki Sarah i gadziopodobnych osobników krzyżują się w związku z panną Millar, która zostaje uprowadzona przez owych gagatków. W takich oto okolicznościach dzielna heroina trafi koniec końców do tytułowego królestwa, a prócz ratowania psiapsiółki, będzie musiała przywrócić ład na terenie krainy. Jak łatwo zgadnąć, ekipa z obozu wroga nie omieszkała tam bowiem solidnie namieszać.

Choć w piątym Bractwie Tajemnic nie mamy do czynienia z zupełnie nowym przeciwnikiem, osoby, które dopiero teraz sięgają po cykl autorstwa Sunward Games, szybko się we wszystkim połapią. Scenariusz jasno informuje odbiorców, że członkowie Klanu Smoka i Zakonu Gryfa nie pałają do siebie sympatią, a ci pierwsi planują zemstę na tych drugich, zdobywając uprzednio niezbędne środki. Stąd ich zainteresowanie mitycznym regionem, gdzie według legend nadal mieszkają najprawdziwsze smoki. Pod kątem fabularnym, gracze otrzymują natomiast sprawnie skonstruowaną historię, odwołującą się do tradycji kina przygodowego oraz opowieści z gatunku fantasy. W recenzowanej produkcji dostrzegłam ponadto pewne wpływy „Podróży do wnętrza Ziemi” Juliusza Verne’a, a także podań i mitów na temat Atlantydy. Mianowicie deweloperzy przedstawiają Smocze Królestwo jako zatopioną przed wiekami krainę, lecz pomimo uwięzienia na dnie oceanu, można całkiem normalnie żyć w tamtejszych warunkach, sprzyjających m.in. rozwojowi dużych grzybków.


Latający smok, ukryty amulet

Jeśli chodzi o mechanikę, perypetie Sarah Pennington oferują wciągający mariaż klasycznej przygodówki z elementami hidden object, który cieszy się ogromnym wzięciem w gronie zwolenników niedzielnej rozrywki. Wśród wstawek z ukrytymi obiektami dominuje standardowy wariant, czyli spisy poszukiwanych szpargałów, ale twórcy serwują nam też kolekcjonowanie części większych rekwizytów (tzw. sceny fragmentaryczne) oraz plansze wymagające ciągłych interakcji. Co do tych ostatnich, szczególnie wyróżnia się odmiana ujawniająca wyłącznie liczbę dostępnych czynności oraz nazwę przedmiotu, jaki powinniśmy znaleźć na samym końcu. Dysponując ogólnikowymi wytycznymi, które każą po prostu używać widocznych na ekranie gratów, musimy wówczas kombinować na modłę pełnokrwistego point and clicka.

Zatrzymując się przy momentach, kiedy piątej odsłonie serii najbliżej do tradycyjnej gry przygodowej, na największą uwagę zasługują zwłaszcza dwa aspekty. Jednym z nich jest obecność towarzyszącego protagonistce pomocnika, podobnie jak dla przykładu kociak z pierwszego Grim Legends czy małpka z Dark Arcana: The Carnival. Tutaj taką funkcję pełni mały pocieszny smok Droi, który w razie potrzeby służy choćby swoimi ząbkami bądź umiejętnością ziania ogniem. Kolejna bardzo istotna rzecz dotyczy Amuletu Smoczego Oka, pozwalającego ujrzeć minione wydarzenia. W praktyce skorzystanie z gadżetu oznacza zobaczenie niebieskich widm, dzięki czemu odblokujemy nowe aktywne punkty na danych planszach. Co ważne, klejnot ten należy wpierw naładować poprzez rozwiązanie nieskomplikowanej łamigłówki, która polega na stosownym łączeniu rur. W ogólnym rozrachunku doceniam pomysł z amuletem, plasując go po stronie plusów. Przyczepię się tylko do bonusowego rozdziału, gdzie zastosowanie rekwizytu wprowadzono według mnie ewidentnie na siłę, by usprawiedliwić lataninę po różnych lokacjach. Niemniej podkreślam, że to ledwie pojedynczy przypadek.


Jak na porządną HOPKĘ przystało

Audiowizualna oprawa tytułu nie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiły nas produkcje spod znaku Hidden Object Puzzle Adventure. Słowem, jest dobrze, bo przygrywająca w tle muzyka pasuje do charakteru opowieści, a ręcznie malowane tła nie żałują klimatycznych, kolorowych i generalnie bardzo przyjemnych dla oka widoków. W ramach przykładu warto przytoczyć urokliwe scenerie z fantastycznej krainy, przy których graficy pokusili się o nierzeczywistą, jakby bajkową paletę barw. Słabiej wypadają za to animacje postaci, co jest częstą bolączką tego typu gier. Nie ukrywam jednak, że spodobało mi się zbliżenie na facjatę pewnego zapijaczonego kapitana. Otóż dość mocno zaróżowione policzki mężczyzny dobitnie wskazywały, iż sporo gorzałki przelało się przez jego gardło. Niby drobnostka, ale lubię wyłapywać takie dodające wiarygodności smaczki.

Reasumując, Bractwo Tajemnic 5: Smocze Królestwo to dobra propozycja dla fanów relaksujących gier, które intensywnie testują spostrzegawczość i przeplatają czysto przygodówkowe zagadki scenami HO. Jeżeli zaliczacie się do takich osób, upichcony przez Sunward Games projekt powinien przypaść Wam do gustu. Radziłabym zatem dać szansę odważnej Penningtonównie i poświęcić jej około 3,5 godziny, bo tyle mniej więcej trwa ukończenie owego tytułu (włącznie z 30-minutowym bonusem, odblokowywanym po zaliczeniu podstawowego scenariusza).




---------------------------------------------------

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawcy – firmie Artifex Mundi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz