poniedziałek, 20 marca 2017

"Inne spojrzenie", Rosamunde Pilcher - recenzja

Gdy dziecko nie ma zbyt ciepłych relacji z rodzicami i wcześnie wyfruwa z gniazda, często nie zabiega potem szczególnie o ożywienie rodzinnych stosunków. Emma Litton, główna bohaterka powieści „Inne spojrzenie”, gorąco pragnie zaś bliskiego kontaktu z własnym ojcem, w pewnym momencie szukając tej więzi aż na siłę. Czy przełożyło się to na interesującą historię obyczajową bądź intrygujący dramat, który kładłby nacisk na wnikliwe analizy psychologiczne? Cóż, nie za bardzo, gdyż przy ocenie książki Rosamunde Pilcher nie ma mowy o używaniu takich epitetów jak „ciekawa” ani „pasjonująca”.

Przedwczesna śmierć matki sprawiła, że Emmie pozostało życie obok ojca – słynnego malarza Bena Littona. No właśnie, z boku, a nie razem z nim. Mężczyźnie nie grożą niestety laury za wzorowy przykład rodzicielstwa. Ben przez lata zaniedbywał swoją latorośl, zachłystując się artystyczną karierą oraz kolejnymi kochankami. Koniec końców, dziewczyna zostaje wysłana do zagranicznej szkoły, co stanowi dla niej dodatkową lekcję samodzielności, wespół z późniejszym podjęciem pracy w Paryżu. Jak jednak zaznaczyłam na wstępie, takie doświadczenia nie wykorzeniają z młodej kobiety przywiązania do ekscentrycznego tatusia. Dlatego protagonistka postanawia wrócić do rodzinnej Anglii, kiedy papcio też tam akurat przebywa.

Wprawdzie pan Litton niby jest zadowolony z przyjazdu dawno niewidzianej córki, tej i tak nie zostaną oszczędzone rozczarowania. A dość mocno ją to zaboli, mimo że jak sama przyznaje, zdążyła przyzwyczaić się do wypijania czar goryczy. Nadejdzie bowiem dzień, iż Bena znowu poniosą nogi. Tym razem do Ameryki, gdzie szykuje się prywatna wystawa dzieł brytyjskiego maestra. Taki obrót spraw ponownie skrzyżuje losy Emmy z przybranym bratem Christopherem, którego postać również eksponuje motyw artysty stawiającego na pierwszym miejscu siebie i swoją sztukę. Syn byłej żony Littona wykonuje zawód aktora, lecz u obu panów można dostrzec podobną tendencję do brylowania.

Szkoda tylko, że niewiele mnie to wszystko obchodziło. A w sumie powinno, zwłaszcza jeśli chodzi o sytuację głównej bohaterki, której nie omija przykre uczucie zawodu. „Innemu spojrzeniu” zabrakło tego przysłowiowego czegoś, co przykułoby uwagę odbiorcy i pozwoliłoby w jakimś stopniu zżyć się z uczestnikami tutejszych wydarzeń. Akcję cechuje ślamazarne tempo, acz mała ilość stron sugeruje raczej żwawy rytm. W konsekwencji powieść przeczytałam szybko wyłącznie ze względu na skromne rozmiary oraz wynikającą z tego chęć prędkiego sięgnięcia po następną książkę. Więc może to i dobrze, że była cienka?

Nie twierdzę, iż Rosamunde Pilcher nie poczyniła żadnych starań ku temu, by zaangażować czytelnika. Otóż na przykładzie niejakiego Roberta, współpracownika Bena, który pojawia się w życiu Emmy, pisarka próbuje pokazać, że marząc o jednym, nie zauważamy czasem bliskości nowo poznanej osoby. Niemniej powtarzam – nie uświadczymy w omawianej powieści należytego ładunku emocjonalnego, a przecież historia dotyka sfery uczuciowej. To zatem spory minus. Z kolei zakończenie, który miało chyba pokrzepiać, zbytnio zalatuje zagrywką typu deus ex machina. Stąd zasygnalizowana w finale potrzeba akceptacji także nie zyskuje odpowiedniego wydźwięku. Mówiąc krótko, nie urzekła mnie ta opowieść.



-------------------------------------------------------------------
Tytuł polski: Inne spojrzenie
Tytuł oryginalny: Another View
Autorzy: Rosamunde Pilcher
Wydawnictwo: Książnica

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz