czwartek, 29 czerwca 2017

Persian Nights: Piaski Przeznaczenia (PC) - recenzja



Co by było, gdyby kultową serię Prince of Persia zrealizowano w konwencji HOPA? Albo chociażby pojedynczą odsłonę tego cyklu? Swoistą podpowiedź podsuwa nam krakowska ekipa z SoDigital, która pod wydawniczą pieczą katowickiego Artifex Mundi zaprojektowała grę Persian Nights: Piaski Przeznaczenia (Persian Nights: Sands of Wonders). Wprawdzie to zupełnie inna historia, lecz podobnie jak słynna marka, z powodzeniem odwołuje się do klimatów à la „Baśnie tysiąca i jednej nocy”.

Fabuła tej casualowej produkcji zabiera odbiorców do perskiego królestwa, gdzie nie dzieje się ostatnio najlepiej. Ciężka choroba prawowitego władcy skazuje poddanych na rządy Wielkiego Wezyra Zaveda, który nie zawraca sobie głowy takim sprawami jak zapewnienie ludziom szczęścia i dostatku. Na dokładkę, coraz szersze kręgi zatacza tajemnicza zaraza, spaczając środowisko niebezpiecznym purpurowym cieniem. Gracze wcielą się zaś w niejaką Tarę – zdolną aptekarkę i alchemiczkę, która chce przywrócić równowagę na rodzinnych ziemiach. O ile jednak wstępne plany dziewczyny nie obejmują nadmiernego mieszania się w politykę, tak nasza heroina od samego początku pragnie zwalczyć dziwną plagę, aktywnie poszukując stosownego remedium.


Fantastyczne perskie wojaże

Koniec końców główna bohaterka nie uniknie spotkania z Zavedem, bo, jak łatwo zgadnąć, nękające kraj troski okażą się mieć wspólne punkty. Wszak nie bez powodu twórcy napomykają o tyranii regenta, a przy okazji obdarzają go spojrzeniem typu „przyłóż do rany i gangrena murowana”. Innymi słowy, facet po prostu musi odegrać znaczącą rolę w tej opowieści. A skoro już jesteśmy przy mniej bądź bardziej ważnych personach, wypadałoby przedstawić pewną dwójkę, która regularnie wspiera pannę Tarę podczas jej podróży. Darius to kawał przystojnego i wysportowanego chłopa, natomiast urocza, acz czasem ciut nieporadna Minu należy do rasy dżinów. Trzeba przy tym podkreślić, iż obojgu daleko do nijakich dodatków, robiących za tło dla dzielnej alchemiczki. Nasi kompani są żywo nakreślonymi postaciami z własnym charakterem i wieloma ciekawymi rzeczami do powiedzenia.

Sprawnej konstrukcji nie można również odmówić całokształtowi scenariusza, który podejmuje niezmiennie popularny motyw walki dobra ze złem. Co najistotniejsze, robi to bardzo dobrze, a dynamiczne perypetie Tary i jej towarzyszy wciągają od pierwszych do ostatnich minut. Olbrzymi plus stanowi baśniowo-orientalna atmosfera, którą szczególnie docenią miłośnicy historii w duchu przygód Aladyna czy pewnego wirtualnego księcia, zrodzonego z wyobraźni Jordana Mechnera. Pochwalę ponadto sam finał, gdyż w ramach zwieńczenia otrzymujemy treściwe i jednocześnie nad wyraz satysfakcjonujące podsumowanie nieco późniejszych wydarzeń. Tak na marginesie, jest tam mała zapowiedź ewentualnego powrotu do fantastycznej Persji, co mnie bardzo cieszy. Bez względu na to, czy nowa historia przemyciłaby kogoś ze starych znajomych, czy totalnie odcięłaby się od Piasków Przeznaczenia, podążając taką drogą jak np. cykl Grim Legends.


Rozgrywka na medal

Na angażujący urok Persian Nights w dużej mierze składa się także gameplay, który doprawia formułę nieskomplikowanego point and clicka partiami hidden object. Te ostatnie występują zresztą nielicznie, ale mimo to nikt nie doszedł do wniosku, iż nie potrzeba się przy takich sekwencjach wysilać Wręcz przeciwnie, zostały odpowiednio dopracowane, bo prócz drobnych wariacji w obrębie klasycznych wykazów z nazwami przedmiotów, mamy jeszcze dwie fragmentaryczne sceny HO, z których jedna jest swoistą odwrotnością tego konkretnego rodzaju wstawek (odhaczamy wówczas części pewnego mechanizmu, aby go rozmontować zamiast zebrać do kupy). Niby kosmetyka, lecz pomaga przy integracji rozgrywki z warstwą narracyjną.

Co do komitywy mechaniki i scenariusza, w tej materii najbardziej jednak błyszczą przygodówkowe aspekty zabawy. Napotkane zadania zdają się być naturalnym elementem zwiedzanego świata. Pozwolę sobie przytoczyć początkową wizytę Tary w starej świątyni, dokąd sprowadzają ją poszukiwania źródła plagi – obecne tu zagadki wzmacniają wrażenie przebywania w miejscu, które skrzętnie skrywa swoje sekrety przed byle śmiałkami. Niezłe osadzenie fabularne zyskały też magiczne starcia, będące rozwinięciem pomysłu znanego przykładowo z Grim Legends 3. A i wątek alchemiczny spisuje się elegancko. Chociaż umiejętność sporządzania mikstur to dość częsty talent u bohaterek casualowych pozycji, nie czułam zmęczenia materiału. Dodam, iż kiedy protagonistka stwierdzi konieczność przygotowania jakiegoś preparatu, nie musi czekać z całym procesem do zdobycia kompletu składników. Jeśli więc posiada coś z danej listy i może to sensownie użyć, nic nie stoi na przeszkodzie, by poczynić pierwsze kroki w specjalnej torbie alchemicznej.


Zajęcia kompanów

Jak już wspomniałam, Tarze towarzyszą Darius i Minu, lecz ich wsparcie wygląda inaczej niż w większości gier HOPA, które sięgają po podręcznego pomocnika, zwykle istotę skromnych rozmiarów oraz z własną ikonką u dołu ekranu. Dżince przypadła bardziej narracyjna rola, gdyż Minu sama pojawia się w różnych momentach, by coś powiedzieć lub zrobić. Z kolei Darius to taki drugi grywalny bohater, aczkolwiek stroną dominującą pozostaje rzecz jasna aptekarka. Niemniej kobieta współdzieli z nim ekwipunek, a kiedy przejmiemy bezpośrednie stery nad mężczyzną, wyskoczy okienko ze znacznikiem w formie oczu pana Darka. Facet odznacza się sporą zwinnością i niestraszna mu wspinaczka, przy czym akrobatyczne popisy w stylu Prince of Persia podporządkowano wymogom niedzielnego grania, stawiając na łatwe klikanie. Poza tym, rozmowy Tary z Dariusem niejednokrotnie zawierają tematy do wyboru niczym w pełnokrwistej przygodówce. Co prawda podobne rozwiązania przemycało wcześniej parę HOPEK, ale to wciąż rzadko stosowany w takich grach patent.

Estetyczny kunszt

Recenzując tytuły spod znaku Hidden Object Puzzle Adventure, regularnie rozpływam się nad nastrojowymi i pieczołowicie wykonanymi planszami. Tutejsze scenerie również wprawiły mnie w zachwyt, zwłaszcza że Persian Nights można zaliczyć do najładniejszych tego typu produkcji. Grafika została dopieszczona pod względem rozmaitych detali, stąd dla przykładu sceny HO sygnalizowane są klimatycznymi oparami złotego piasku, w bibliotece pewnego dżinna zobaczymy fruwające książki, a młode osobniki rasy Simurghów, którą zaczerpnięto z perskiej mitologii, rozczulają przesłodką aparycją. Co się tyczy sylwetek postaci, te generalnie nie wzbudzają zastrzeżeń, tyle że przydałoby się więcej klatek przy animacjach na rzecz lepszej płynności. A muzyka? Świetnie, ponieważ orientalna nuta dba o sugestywną atmosferę już na etapie menu. Pozytywnego odbioru nie psuje też na ogół przyzwoity dubbing w języku angielskim (polonizacja tradycyjnie objęła wyłącznie tekst, w którym swoją drogą wypatrzyłam raptem parę wpadek).


Polecanka na koniec

Z grubsza trzygodzinna przygoda minęła mi bardzo szybko, i to nie tylko dlatego, że zaliczenie rodzimej produkcji nie wymagało mnóstwa czasu. Najzwyczajniej w świecie bawiłam się przednio, kibicując głównym bohaterom, napawając wzrok pięknymi lokacjami, a także rozwiązując przyszykowane przez deweloperów zadania. Persian Nights: Piaski Przeznaczenia to wysokiej klasy gra HOPA, którą gorąco polecam zarówno fanom relaksującej rozrywki, jak i sympatykom baśniowych opowieści, ze szczególnym uwzględnieniem egzotycznych wcieleń takich historii.



---------------------------------------------------

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawcy – firmie Artifex Mundi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz