środa, 10 maja 2017

Eagle Island - zapowiedź


Eagle Island to gra, gdzie klucz do sukcesu tkwi w szczuciu wrogów sową. Przemy przed siebie i szafujemy atakami z użyciem ptaka, tym samym udowadniając, że nawet pozornie maluczcy mogą pokonać ogromnego orła, będącego tutaj sprawcą naszych nieszczęść.

Ta niezależna produkcja powstaje pod deweloperską batutą Nicka Gregory’ego, prywatnie pasjonata gier retro, a także wielkiego miłośnika kotów. I choć każde z powyższych upodobań już na starcie spowodowało, że Eagle Island dostało ode mnie dużego plusa, istotniejsza w kontekście omawianego tytułu okazała się oczywiście fascynacja płodami branży. Pod wpływem takich pozycji jak przykładowo Yoshi’s Island czy Super Metroid, pan Gregory postanowił bowiem zabrać się za realizację własnego projektu, pracując nad swym wirtualnym dzieckiem przy wsparciu kilku innych twórców.

W trakcie rozgrywki pokierujemy poczynaniami młodego sokolnika Quilla, który spędza dni mając za stałe towarzystwo dwie wierne sowy o imionach Koji oraz Ichiro. Ale do czasu, bo pewnego razu jedno z ptasząt, a konkretnie Ichiro, zostaje nagle uprowadzone przez nad wyraz wyrośniętego orła. Na domiar złego, nieprzeciętność porywacza nie zamyka się na olbrzymich rozmiarach, a to dlatego, że pełni on również funkcję bóstwa na tytułowej wyspie. Perspektywa starcia z tak poważnego kalibru przeciwnikiem nie zraża jednak dzielnego Quilla ani Koji, którzy czym prędzej rozpoczynają prywatną misję ratunkową.


Jako że pod kątem narracyjnym otrzymamy ponoć rozpisaną na trzy akty historię ze słodkogorzkim zakończeniem, rola fabuły zapewne nie zostanie sprowadzona do ledwie symbolicznego tła, usprawiedliwiającego nasze działania w wykreowanym przez deweloperów uniwersum. Jeśli zaś chodzi o mechanikę, twórcy zaserwują odbiorcom dwuwymiarową platformówkę z silnymi naleciałościami metroidvanii oraz roguelike’ów, swojsko zwanych rogalikami. Nasz protagonista potrafi biegać, skakać i wleźć na nieco wyżej położone półki, lecz w przypadku walki musi posiłkować się latającym kompanem. Wprawdzie spotkanie z oponentami wymaga wciśnięcia klawisza ataku, ale Quill wyciąga bojowniczo rękę po to, żeby sowa odwaliła wtedy brudną robotę, służąc za coś w rodzaju żywego pocisku.

Podczas swojej podróży młodzieniec będzie musiał  wejść w posiadanie zaczarowanych piór, które pochodzą od starożytnych ptasich totemów, a te z kolei trzeba odszukać, by uchronić je przed orlimi zakusami. Co ważne, zdobycie owych fantów znajdzie odpowiednie odzwierciedlenie w gameplayu. Mianowicie magiczne pióra umożliwią naszej podręcznej sówce korzystanie z mocy żywiołów, stanowiących nieodzowny składnik przy odpalaniu ataków specjalnych. A skoro mowa o potężniejszych ciosach, nie ma nic za darmo, gdyż bardziej mocarne strzały zasilimy klejnotami zgarnianymi za efektywne kombosy. Na podobnej zasadzie funkcjonują także napotkane skrzynie z perkami (wzmocnienia i ułatwienia), które otworzymy płacąc złotymi nasionami.


Posiłkując się przyjemnym dla oka pixel artem, Nick Gregory i spółka odmaluje przed graczami wyspę, w obrębie której planuje wydzielić dziewięć zróżnicowanych środowisk (np. lasy, jaskinie czy ruiny po dawnych cywilizacjach). Sam rdzeń, gdzie rozmieszczono drzwi do pomniejszych stref, pozostanie niezmienny, a co więcej, to tam poznamy kolejne fragmenty scenariusza. Wypady do poszczególnych regionów oznaczają natomiast przedzieranie się przez proceduralnie generowane levele, z losowym rozrzuceniem wrogów oraz power upów. Jedno jest za to jak najbardziej pewne – na końcu każdego poziomu czeka nas bitka z lokalnym bossem.

Eagle Island powstaje z myślą o komputerach z systemami Windows, Mac Os i Linux, a datę premiery ustalono wstępnie na połowę roku 2018. Czy można spodziewać się również innych platform? Zespół deweloperski nie chce póki co wybiegać zbytnio w przyszłość, zwłaszcza że ukończenie prac nad grą zależy od powodzenia na Kickstarterze. Stąd dalsze opcje rozpatrywane będą dopiero po ewentualnym sfinansowaniu projektu dzięki kampanii crowdfundingowej. Niezbędne minimum, którego przekroczenie zagwarantuje zastrzyk gotówki, wynosi 20 tysięcy funtów. W momencie publikacji tekstu do zakończenia zbiórki pozostało tylko kilka dni, a na koncie ekipy ponad 64 % potrzebnej sumy. Czasu niewiele, lecz szanse nadal są. Oby wszystko poszło dobrze, bo szykuje się smakowity kąsek dla fanów oldschoolowych platformówek, a elementy losowości pozwalają liczyć na satysfakcjonujący współczynnik replayability.



---------------------------------------------------

Przydatne linki:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz