Praktycznie
każdy w dzieciństwie zetknął się z baśniami, a niejedna osoba sięga po tego
rodzaju historie nawet wtedy, gdy wyrośnie już z zabaw klockami czy lalkami. Do
takich właśnie odbiorców zaadresowana jest wyborna przygodówka Anna’s Quest,
której producent inspirował się braćmi Grimm oraz Hansem Christianem
Andersenem. Co najistotniejsze, fabuła gry ani przez chwilę nie traci baśniowej
atmosfery, mimo iż deweloper doprawił ją szczyptą elementów rodem z fantastyki
naukowej.
Produkcja
początkowo ujrzała światło dzienne w roku 2012, aczkolwiek w kształcie
różniącym się trochę od tego, w jakim obecnie można ją nabyć. Pełna nazwa
ówczesnej edycji nieprzypadkowo zawierała podtytuł Vol. 1 – Winfriede’s Tower,
gdyż australijskie studio Krams Design pod wodzą Dane’a Kramsa zamierzało
pierwotnie wydać grę w formie trylogii. Po premierze pierwszej części plany te
uległy jednak zmianie, a deweloper połączył siły z niemiecką firmą Daedalic
Entertainment, która udzieliła wsparcia przy dalszych pracach nad projektem. W
owej kolaboracji nie ma zresztą nic zaskakującego, skoro studio zza Odry jest
prawdziwym ekspertem od point and clicków, mającym w swoim portfolio m.in. The
Whispered World, A New Beginning czy The Night of the Rabbit. I tak oto Anna’s
Quest ponownie wkroczyła na rynek, lecz epizodyczność została tym razem
porzucona na rzecz pełnowymiarowej gry, pozwalając wreszcie poznać całą
historię.
Tytułowa
Ania to mała dziewczynka, która mieszka wraz z dziadkiem na farmie, stojącej
samotnie nieopodal mrocznego lasu. Nasza bohaterka wiedzie spokojne i
szczęśliwe życie u boku krewnego, chętnie pomagając mu w wykonywaniu
codziennych obowiązków. Uczynność Anny wynika nie tylko z wrodzonej dobroci
serca, ale i nauk staruszka, który wpoił jej poszanowanie dla rodzinnych
wartości. Co ciekawe, dziadek bywa nadopiekuńczy w pewnych kwestiach,
zabraniając dziecku opuszczać teren farmy. Tak więc zawsze sam udaje się do
wioski sprzedawać zbiory, a ponadto każe Annie obiecać, iż pod żadnym pozorem
nie pójdzie do pobliskiej puszczy.
Niestety,
nadchodzi taki dzień, że złożony chorobą starzec nie jest w stanie podnieść się
z łóżka. Wiedziona troską o jego los dziewczynka łamie zatem dane słowo i
wyrusza w głąb leśnego boru na poszukiwanie lekarstwa. Szybko przekonuje się
też, iż ostrzeżenia dziadka nie wzięły się z niczego. Obecność wędrującego
wśród drzew dziecka nie uchodzi bowiem uwadze podstępnej wiedźmy, która porywa
ją w celu przeprowadzania niezbyt przyjemnych eksperymentów. I mimo że Anna
jest bardzo wrażliwą dziewuszką, nie należy do osób, które poddają się w
trudnych sytuacjach. Pamiętając o chorym krewnym, protagonistka chce czym
prędzej wyrwać się wieży, gdzie zamknęła ją zła czarownica. Oprócz tego, Annie
przyjdzie zmierzyć się z różnymi tajemnicami i przeszkodami, a w trakcie
podróży nieodzowna okaże się moc telekinezy, którą dysponuje nasza protegowana.
Jak
wspomniałam we wstępie, twórcy świadomie wzorują się na braciach Grimm oraz
Andersenie. Nie chodzi tu wyłącznie o ogólny klimat, lecz również parę aluzji
do konkretnych opowieści, w tym chociażby do historii o Kopciuszku oraz Jasiu i
Małgosi. Baśniowego nastroju nie zaburzają nawet te elementy, które bardziej
pasują do gatunku science fiction (np. urządzenie używane przez wiedźmę do
eksperymentów na Annie). Po pierwsze, nie są liczne ani nachalne. Po drugie,
zostały zgrabnie wkomponowane do scenariusza.
W
grze nie brakuje także humoru, i to takiego w czarnym wydaniu. Co prawda nie
będziemy rechotać niczym w The Book of Unwritten Tales, ale Anna’s Quest
niejeden raz zdoła wywołać uśmiech na naszych twarzach. Przede wszystkim jednak
to urocza, mądra i zarazem troszeczkę mroczna historia o stawianiu czoła
niebezpieczeństwom oraz poświęcaniu się dla dobra najbliższych. Do pozytywnego
odbioru fabuły niewątpliwie przyczynia się też tytułowa protagonistka, która
wzbudza autentyczną sympatię, a w moim prywatnym rankingu awansowała do grona
ulubionych bohaterek. Gdy dziewczynka widzi kogoś smutnego, jest jej przykro i
chciałaby pomóc. Ponadto można o niej śmiało powiedzieć, że w tym małym ciele
drzemie wielki duch. Reszta postaci również została bardzo dobrze nakreślona, a
w szczególności Ben – chłopiec przemieniony w pluszowego misia, gadający lis
Reynard oraz odpowiedzialna za porwanie Anny wiedźma.
Od
strony technicznej Anna’s Quest to tradycyjny point and click, który obsłużymy
głównie z wykorzystaniem poczciwego gryzonia. Tak jak w wielu innych
przygodówkach, większość czynności przypisano lewemu przyciskowi myszy – z jego
udziałem przemieszczamy się, rozmawiamy z NPC-ami, a także zbieramy i używamy
przeróżne graty. Prawy pozwala natomiast obejrzeć interesujący nas obiekt, co
czasem jest niezbędne, by wykonać niektóre czynności i popchnąć fabułę do przodu.
W przypadku ekwipunku pomyślano o wygodzie gracza, a to dlatego, że do
inwentarza można zajrzeć poprzez praktyczne kręcenie rolką myszki.
Wzorem
nowszych reprezentantów gatunku, produkcja zawiera opcję podświetlania
aktywnych punktów na planszy. Pomimo tego twórcy nie prowadzą graczy za rączkę,
w zamian delikatnie kłaniając się przygodówkowiczom, którzy tęsknią za
staroszkolnymi tytułami i nieco abstrakcyjnym tokiem myślenia. Z uwagi na
magiczny charakter zwiedzanego uniwersum, czasami zetkniemy się z mniej
oczywistym zastosowaniem przedmiotów, co w kilku momentach skłoniło mnie do
sięgnięcia po metodę „użyj wszystkiego na wszystkim”. Jednocześnie deweloperzy
nie przeginają z poziomem trudności, a tym samym nie serwują gry, która
zadowoliłaby wyłącznie zatwardziałych hardcorowców. Mówiąc najogólniej, stopień
skomplikowania zadań pozostawia z uczuciem satysfakcji – po prostu wystarczy
trochę ruszyć głową, poczuć ten baśniowy świat i voilà!
A
czym konkretnie zajmiemy się w trakcie zabawy? Najwięcej czasu poświęcimy
zadaniom opartym na spożytkowaniu zebranych przedmiotów, lecz przeprowadzimy
też wiele konwersacji, przy czym niekiedy staniemy przed koniecznością doboru
odpowiednich kwestii dialogowych. Poza tym, natrafimy na kilka zagadek
logicznych. Do tego wszystkiego doliczyć jeszcze trzeba moc telekinezy, której
rola nie ogranicza się do odgrywania biernego elementu fabuły. Talent ten
przyda się w niektórych interakcjach z otoczeniem, np. do strącenia wysoko
umiejscowionego obiektu. Warto przy tym podkreślić, że Anna’s Quest nie jest
króciutką gierką na jeden wieczór – przejście tego tytułu zabrało mi ponad 12
godzin z dokładnym oglądaniem każdego kąta.
Co
do wizualnej warstwy przygodówki, dwuwymiarowa grafika cechuje się starannym
wykonaniem, dużą ilością stonowanych barw i nie można jej odmówić bajkowego
uroku. Wprawdzie nie uświadczymy bogactwa detali na miarę The Night of the
Rabbit, ale mi to kompletnie nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, dobrze, że
gra posiada własny styl i nie przypomina innej, zbliżonej klimatycznie
produkcji. Ja taką dość oszczędną konwencję kupuję, zwłaszcza że zarówno
postacie, jak i lokacje prezentują się bardzo ładnie. Na pochwałę zasługują
również przerywniki filmowe, na czele z sepiowymi wstawkami, które
wystylizowano na strony z ilustrowanej baśni.
Jeśli
zaś chodzi o udźwiękowienie, na pierwszy plan bezsprzecznie wysuwa się
angielski voice acting. Cała obsada bezbłędnie wywiązała się z powierzonego im
zadania, lecz chciałabym oddzielnie wyróżnić Sophie Le Neveu, której przypadło
dubbingowanie przesympatycznej Anny. Jako że to na niej spoczywała największa
odpowiedzialność, tym bardziej cieszy fakt, iż aktorka wypadła wiarygodnie w
roli dobrodusznej i wrażliwej dziewczynki. Z kolei muzyka, którą skomponowano
na potrzeby produkcji, pasuje do zwiedzanych lokacji oraz przedstawionych na
ekranie wydarzeń. Chociaż poszczególne utwory nie zapadają na dłużej w pamięć,
dokładają swoją cegiełkę do klimatu opowieści.
Historia
małej Anny nie definiuje gatunku point and click na nowo, czyniąc ze swojej
klasyczności olbrzymi atut. Perypetie dzielnej dziewczynki fundują odbiorcom kwintesencję
wyśmienitej przygodówki i dokładnie tego od niej oczekiwałam – przemyślanej,
tradycyjnej rozgrywki bez udziwnień. A przecież to nie jedyna rzecz, która
sprawiła mi przyjemność przy przechodzeniu tej produkcji. Wszak gra nie zawodzi
pod kątem narracyjnym, serwując wciągającą i przepełnioną baśniowym nastrojem
fabułę. Jeżeli do powyższych zalet dodamy atrakcyjną oprawę audio-wizualną,
otrzymamy pozycję obowiązkową dla każdego szanującego się wielbiciela gatunku.
---------------------------------------------------
Powyższa
recenzja jest jednym z moich starszych tekstów. Po raz pierwszy opublikowałam ten
artykuł w lipcu 2015 roku na łamach portalu Save!Project, lecz
zdecydowałam się zamieścić go również na blogu, zwłaszcza że chodzi o tak wartą
poznania przygodówkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
System komentarzy, tak jak cały blog, funkcjonuje na platformie Blogger, gdzie stosowane są zasady polityki prywatności Google.