piątek, 7 października 2016

KHOLAT (PC) - recenzja

Tragedia na Przełęczy Diatłowa to jedna z takich, wymyślonych przez życie, historii, która stanowi doskonały materiał na film, książkę albo grę. Polskie studio IMGN.PRO zdecydowało się na ostatnie z wymienionych mediów i tak oto powstał KHOLAT – produkcja intrygująca, solidna, klimatyczna, lecz, przez swoją specyfikę, nie dla każdego.

Z kronikarskiego obowiązku pozwolę sobie wtrącić wpierw parę słów na temat autentycznego wydarzenia, które posłużyło za kanwę rodzimego projektu. W tym celu cofnijmy się na chwilę w przeszłość, a konkretnie do roku 1959. Grupa studentów pod przewodnictwem Igora Diatłowa wyruszyła wtedy na wyprawę po północnym paśmie Uralu, by zdobyć jeden z tamtejszych szczytów – górę Otorten. Mimo że czekała ich niełatwa podróż, teoretycznie wszystko powinno pójść raczej gładko, gdyż drużyna składała się z doświadczonych alpinistów. Po dotarciu do celu zespół miał w drodze powrotnej nadać stosowną depeszę, ale tak się niestety nie stało. Na skutek drastycznego pogorszenia pogody zboczono z trasy, a potem rozbito obóz na stoku owianej złą sławą góry Chołaczatl, co przypieczętowało los feralnych uczestników eskapady.

środa, 5 października 2016

"Papierowe miasta", John Green - recenzja


Wyobrażenie, jakie jedna osoba ma na temat drugiej, może, lecz nie musi pokrywać się z rzeczywistością. Ba, nierzadko od niej odbiega, a w skrajnych przypadkach różnice potrafią nabrać dość pokaźnych rozmiarów. Warto jednak wyciągnąć z tego naukę, w czym uświadamiają nas „Papierowe miasta” Johna Greena, autora słynnej powieści „Gwiazd naszych wina”.

Głównym bohaterem i zarazem narratorem całej historii jest tutaj Quentin Jacobsen, który uczęszcza do ostatniej klasy liceum, a właściwie lada moment opuści szkolne mury, bo do wakacji zostało już niewiele czasu. To zwyczajny, sympatyczny i raczej spokojny chłopak. Co istotne, przywykł do rutyny, z której wyrywa go pewnej nocy Margo Roth Spiegelman – mieszkająca po sąsiedzku koleżanka ze szkoły. Nie żeby wcześniej nie zdawał sobie sprawy z istnienia tej dziewczyny. Wręcz przeciwnie, od dawna się w niej podkochuje, a gdy byli mali, spędzali dużo czasu na wspólnych zabawach. Później ich drogi się rozeszły i kiedy podrośli, przebywali w kręgu innych znajomych. Trwało to do momentu, w którym ekscentryczna panna postanawia nagle zakłócić Quentinowi sen, by zabrać młodzieńca na nocną eskapadę. Choć wizyta zaskakuje protagonistę, zauroczenie przeważa nad głosem rozsądku, tłumiąc wewnętrze opory. Na tym nie kończą się niespodzianki, gdyż następnego dnia dziewczę ucieka z domu. Quentin odkrywa zaś, że Margo pozostawiła po sobie rozmaite wskazówki. Nietrudno więc przewidzieć, iż chłopak zechce odszukać swój obiekt westchnień, odbierając przy okazji parę życiowych lekcji.

niedziela, 2 października 2016

"Przypadki Callie i Kaydena", Jessica Sorensen - recenzja

Niektóre rany nigdy się nie zabliźnią i zawsze tkwią gdzieś tam w środku, mniej bądź bardziej uporczywie przypominając o przykrych przeżyciach. Czy mimo tego można w miarę normalnie funkcjonować, odczuwać radość i myśleć pozytywnie? Czy ludziom z ciężkimi traumami dane jest zaznać szczęścia, a także miłości? Czy też wewnętrzne blizny położą się wielkim cieniem na reszcie ich życia, przekreślając wszelkie szanse na odnalezienie spokoju ducha? Amerykańska pisarka Jessica Sorensen próbuje odpowiedzieć na te pytania w powieści zatytułowanej „Przypadki Callie i Kaydena”.

Głównymi bohaterami są młodzi ludzie z bagażem traumatycznych doświadczeń. On, czyli Kayden Owens, na pierwszy rzut oka wydaje się tzw. idealnym chłopakiem z dobrego domu. Pewny siebie, wysportowany i przystojny, w związku z czym stanowi obiekt westchnień wielu dziewczyn. Postawa, jaką przyjmuje na co dzień, jest jednak fasadą, ukrywającą prawdę o sobie samym oraz jego bliskich. Rodzina Kaydena wyćwiczyła się w udawaniu doskonałej, podczas gdy w rzeczywistości trawią ją poważne problemy. Na pierwszy plan wysuwa się tam przemoc domowa, bowiem pan Owens regularnie bije i upokarza swojego syna.

środa, 28 września 2016

Co tam słychać w przygodówkowym świecie? #23


Wrzesień niejednokrotnie raczył nas letnią pogodą, acz stopniowo coraz bardziej oddawał pole jesiennej aurze, przyjaźniejszej dla maltretowania komputera sprzętożernymi grami. Jak to jednak o tej porze roku bywa, przyplątało się też nieco więcej wirusów w powietrzu. Przeziębienie dopadło i mnie, choć początkowo myślałam, że odegnam choróbsko, zanim się rozkręci na dobre. Jaki tego rezultat? Średni – może jeszcze nie leżę zupełnie plackiem, ale nic mi się nie chce. No i stałam się ostatnio taka pociągająca… nosem (sorry za rzucenie sucharem!). Mimo to zdołałam jakoś się zmobilizować, powęszyć po przygodowym poletku i sklecić kolejny odcinek przeglądu.


Psychic Isolation nadal w produkcji, ale bez Kickstartera
Nie tak dawno temu, bo pod koniec sierpnia, opublikowałam na blogu zapowiedź przygodowego horroru psychologicznego pt. Psychic Isolation. Po konkrety dotyczące tego projektu odsyłam do tamtego tekstu, a teraz odniosę się do podanej wówczas informacji o kickstarterowych planach autora gry – niemieckiego studenta informatyki i streamera, posługującego się pseudonimem thiefbug. Otóż twórca planował wcześniej kampanię crowdfundingową, która miała wystartować wkrótce po pozytywnym przejściu produkcji przez program Steam Greenlight. Wrzesień przyniósł zaś zmianę wstępnych zamierzeń, bowiem deweloper zrezygnował z uruchamiania zbiórki na Kickstarterze, stwierdzając, iż proces ten trwałby zbyt długo.

niedziela, 25 września 2016

STASIS (PC) - recenzja


Posępne intro, w którym wielki statek kosmiczny przemierza przestrzeń na tle niepokojących dźwięków, od razu wprawił mnie w odpowiedni nastrój, potwierdzając, iż fabule Stasis będzie zdecydowanie bliżej do „Obcego – ósmego pasażera Nostromo” niżli „Strażników Galaktyki”. Tym bardziej cieszy fakt, że produkcja do samego końca pozostaje wierna obranej konwencji i serwuje odbiorcom mroczne science fiction pełną gębą. Co więcej, klimatyczną opowieść grozy przystrojono tutaj solidną, klasyczną rozgrywką w stylu point and click.

Recenzowany przeze mnie tytuł to jeden z takich projektów, któremu pomogły dobrodziejstwa Kickstartera. Pod koniec 2013 roku wystartowała bowiem kampania crowdfundingowa w celu uzyskania funduszy na rzecz tejże przygodówki. Gra znajdowała się wówczas w dość zaawansowanym stadium rozwoju, a zebrane środki miały zostać wykorzystane do nadania jej możliwie najlepszego kształtu, m.in. poprzez zatrudnienie profesjonalnych lektorów oraz doszlifowanie warstwy graficznej. Akcja okazała się na szczęście sukcesem, do którego osiągnięcia potrzebowano przynajmniej 100 tysięcy dolarów. Kickstarterowy licznik zatrzymał się finalnie na ponad 132 tysiakach, dzięki czemu zgromadzone tam pieniądze zasiliły konto odpowiadającego za produkcję niewielkiego studia The Brotherhood z siedzibą w Kapsztadzie. Południowoafrykańska ekipa spokojnie kontynuowała zatem prace, by w sierpniu 2015 roku wypuścić na świat swoje dzieło.

wtorek, 20 września 2016

Guns, Gore & Cannoli (PC) - recenzja

Donna Crouschynca! Koniec świata! – lokaj Manolo wydarł mi się do ucha, wyrywając ze snu o przystojnym ogrodniku Gustavo. Na widok trzęsącego się niczym osika służącego chwilowo darowałam sobie jednak awanturę. Ten, nic więcej nie mówiąc ani nie zważając na konwenanse, jął mnie szarpać nerwowo za ramię, po czym wskazał palcem taras. Zniecierpliwiona wygramoliłam się z wielkiego łoża, a przy okazji zaczęłam rozmyślać o karze dla lokaja, który wtargnął do pokoju przed godziną budzenia. Takie rozważania szybko odeszły w niebyt, gdy dotarłam do tarasowej balustrady. Cóż za straszne rzeczy objawiły się mym oczom – różane rabatki rozdeptane, a po ogrodzie krążyło stado agresywnych ludzi! Był też Gustavo lub raczej to, co z niego zostało, bo biedak posłużył obcym za przekąskę. Zrozumiawszy, że to atak zombie, odłożyłam opłakiwanie amanta na później i przeszłam do działania. – Manolo! Wyjmij z mojej szafy karabin, amunicję i granaty! Migieeem!!! – tym razem ryknęłam ja.

No dobrze, a teraz najwyższa pora zejść na ziemię. Żadna ze mnie majętna Włoszka, która mieszka w ogromnej willi i ma wokół siebie nadskakującą służbę, włącznie z przystojniakiem do sadzenia kwiatków oraz koszenia trawy. Żyję sobie skromnie w polskim blokowisku, acz można powiedzieć, iż posiadam na balkonie coś w formie malutkiego ogródka. Ale przejdźmy wreszcie do meritum, bo przecież wypadałoby wytłumaczyć, dlaczego tak naszło mnie na snucie italsko-zombiaczych fantazji. Otóż zasmakowałam ostatnio czegoś podobnego za sprawą niezależnej gry Guns, Gore & Cannoli od czteroosobowej ekipy z belgijskiego Crazy Monkey Studios. Wprawdzie akcja produkcji została osadzona w Ameryce, lecz nie brak tu zarówno żywych trupów, jak i rodaków Moniki Bellucci.

piątek, 16 września 2016

Co tam słychać w przygodówkowym świecie? #22


Choć minione dni podszczypały mnie troszeczkę wysokimi temperaturami, podczas wakacji wystarczająco zaprawiłam się w tego typu bojach, by z lepszym lub gorszym skutkiem normalnie funkcjonować. Tradycyjnie też nie omieszkałam zerkać na doniesienia związane z grami przygodowymi, których jak zwykle nie brakowało.


Woven na Kickstarterze
„Elephant” od Margaret to nie jedyny słoń, jaki ostatnio pragnie zaistnieć w świecie rozrywki. Ten drugi nie przypuszcza jednak ataku na muzyczne listy przebojów, lecz próbuje znaleźć swoje miejsce w wirtualnej branży, będąc głównym bohaterem gry Woven. Ów projekt ubiega się o przychylność odbiorców za pośrednictwem Kickstartera, a uruchomiona w pierwszych dniach września kampania zakończy się sukcesem pod warunkiem, że do 7 października bieżącego roku twórcy uzbierają przynajmniej 85 tysięcy euro.