piątek, 3 marca 2017

Cayne (PC) - recenzja


Dla ciężarnej Hadley dziecko to jedna z ostatnich rzeczy, jakie mogłaby sobie zaplanować. Ba, młoda kobieta w ogóle nie chce być matką, na co niewątpliwie wpłynęły przykre doświadczenia z dzieciństwa i trudne relacje z własną rodzicielką. Jednakże prawdziwy horror dopiero przed nią…

Cayne to darmowa produkcja, którą opracowało niezależne studio The Brotherhood z RPA. Co istotne, akcja gry została osadzona w uniwersum, jakie mogliśmy poznać za sprawą wcześniejszego tytułu od założonej przez braci Bischoff firmy. Mowa o izometrycznej przygodówce Stasis, będącej nie tylko rzetelnym point and clickiem, ale i wciągającą opowieścią w klimatach mrocznego science fiction. Wracając do Cayne’a, początkowy pomysł na fabułę różnił się od tego, który finalnie został wykorzystany. Pierwotnie zamierzano zaserwować odbiorcom losy pewnej pani inżynier, zatrudnionej na pokładzie statku kosmicznego Groomlake, gdzie miał nieprzyjemność trafić protagonista Stasis – John Maracheck. Podczas wykonywania swoich obowiązków odkryłaby niepokojącą prawdę o prowadzonych tam badaniach, co zmusiłoby ją do walki w obronie siebie i przyjaciela. W sumie rozważano trzy opcje, bo pod uwagę brano jeszcze perypetie Yuriego – innego członka załogi, a ponadto historię przyszłej mamy, która wybiera się na rutynowy zabieg i budzi się w niekomfortowych, delikatnie mówiąc, warunkach. Jak wiadomo, wygrał trzeci wariant.


Z duszą na ramieniu i z dzidziusiem w brzuchu

Główna bohaterka zostaje nam przedstawiona w momencie, kiedy przebywa akurat na terenie bliżej nieokreślonej placówki medycznej. Hadley jest w pełni świadoma faktu, że lekarze podają jej narkozę, by potem przystąpić do bardziej skomplikowanej procedury. Niemniej na pewno nie takiej, która ukazuje się oczom kobiety po odzyskaniu przytomności. Szczerze powiedziawszy, nic nie wygląda tak, jak powinno, na czele z brzuchem dziewczyny. Owszem, była w ciąży przed uśpieniem, lecz nie w zaawansowanej. Aż tu nagle okazuje się, że to już dziewiąty miesiąc. Na domiar złego, jasne i sterylne pomieszczenia ustępują pola ponuremu miejscu, który przypomina istną salę tortur. Nieboraczkę lada chwila czeka proces ekstrakcji płodu, co w praktyce zanosi się na wyrwanie dziecka z ciała matki, bez względu na bezpieczeństwo tej drugiej. I choć silny instynkt przetrwania pomaga Hadley uniknąć rzeźnickiej operacji, przed protagonistką nadal daleka droga do stuprocentowej ulgi. Wszak trzeba znaleźć jakieś wyjście z tego upiornego ośrodka.

Wzorem Stasis, fabuła Cayne’a oferuje odbiorcom połączenie horroru i fantastyki naukowej. Można dostrzec pewne podobieństwa w konstrukcji narracji, lecz bynajmniej nie oznacza to, że twórcy idą na łatwiznę. Nic z tych rzeczy – deweloperzy fundują nam zbliżoną klimatycznie historię, która zarazem broni się jako samodzielna całość. Scenariusz wykorzystuje popularny wątek wylądowania w nieznanym i nieprzyjaznym otoczeniu, a także szukania sposobu ucieczki. Tak jak John Maracheck, Hadley wędruje po tajemniczym kompleksie, gdzie prowadzenie wątpliwych etycznie eksperymentów srogo zemściło się na tutejszym personelu. Co ciekawe, ponownie, acz bez niewolniczego kopiarstwa, sięgnięto po motyw głosu, który komunikuje się z grywalną postacią i służy za swoistego przewodnika. Powraca też patent z elektronicznymi zapiskami mieszkańców placówki. Dodam, iż z owych notek wyłania się nad wyraz sugestywny obraz moralnego zepsucia. Wierzcie mi, nikt nie chciałby mieszkać ani pracować w towarzystwie takiej bandy popaprańców (o ile oczywiście ktoś sam nie ma upodobań, którymi lepiej się publicznie nie chwalić).


Groza z przyspieszonym kursem macierzyństwa

Produkcji nie można odmówić ciężkiej atmosfery, której wydźwięk dodatkowo wzmacnia parę scen podchodzących pod kategorię gore. Wprawdzie w ogólnym rozrachunku wyżej stawiam fabularną warstwę Stasis, ale nie ukrywam, że ekipa z The Brotherhood po raz kolejny zdołała mnie zaintrygować. Doceniam przede wszystkim postać Hadley i to, co dzieje się z jej osobowością wraz z rozwojem wydarzeń. Początkowo sprawia wrażenie niezbyt dojrzałej, aczkolwiek niechęć do ciąży wynika, jak zasygnalizowałam we wstępie, z tego, że sama nie zaznała miłości matczynej, będąc regularnie odtrącaną przez rodzicielkę. Później jednak dojrzewa do roli matki, a wola przeżycia nie wiąże się wyłącznie z pragnieniem ratowania własnej skóry. Dziewczyna potrafi wykazać się odwagą i odczuwa coraz większą odpowiedzialność za dziecko, które nosi w swoim łonie. Warto odnotować również zakończenie, albowiem skłania do snucia pewnych teorii, zamiast udzielać łopatologicznych wyjaśnień.

Błąkając się po koszmarnym ośrodku

Jeśli chodzi o mechanizmy rozgrywki, Cayne nie odbiega w tych kwestiach od swojego poprzednika – to klasyczny point and click z widokiem izometrycznym. Nasza podopieczna nie porusza się nazbyt szybko nawet przy biegu, ale takie tempo można zrzucić na karb stanu błogosławionego. Zadania, jakie przyszykowali nam twórcy, polegają głównie na eksploracji środowiska, interakcjach z różnymi urządzeniami oraz zbieraniu i używaniu przedmiotów. Zagadki generalnie odznaczają się umiarkowanym stopniem skomplikowania, lecz należy przy tym nadmienić, iż recenzowany tytuł nie trzyma gracza za rękę. Południowoafrykańska przygodówka nie szafuje podpowiedziami, w związku z czym nie unikniemy backtrackingu, a do tego musimy wyrobić sobie nawyk uważnego rozglądania się po terenie. Radzę też dokładnie sprawdzać elektroniczne dzienniki, bo niekiedy zawierają informacje w rodzaju niezbędnego kodu. Na szczęście, pokonywanie napotkanych problemów pozostawia z uczuciem satysfakcji, podobnie jak czas potrzebny na jednokrotne przejście gry. Mniej więcej trzy godziny zabawy to dużo, zważywszy na nieodpłatne udostępnienie produkcji. Zdarzają się przecież krótsze projekty wśród tych, które wymagają odchudzenia portfela.


Testując niegdyś Stasis, do niezaprzeczalnych atutów przygodówki zaliczyłam grafikę, wraz z udźwiękowieniem. Dlatego cieszę się, że Cayne również nie zawodzi w dziedzinie oprawy audiowizualnej. Tuż po uruchomieniu aplikacji, zostajemy przywitani wymownym menu, którego tło stanowi wizerunek nienarodzonego dziecka, ze słyszalnym biciem serca płodu. Otwierająca grę czołówka i inne cut-scenki, choć nieliczne, posiadają filmowy charakter, a właściwa część produkcji, kiedy to kierujemy poczynaniami Hadley, zasługuje na uznanie za bardzo skrupulatne podejście do odwzorowania detali, włącznie z makabrycznymi akcentami. Oprócz tego, widać skok jakościowy w obrębie warstwy graficznej, co potwierdza chwalebne podejście deweloperów do swojej pracy. Minimalistyczny soundtrack wypada zaś trochę słabiej niż w Stasis, ale zdaje egzamin i wtóruje niepokojącym sceneriom przy podkreślaniu stosownego nastroju. W temacie dźwięku nie mogę też pominąć profesjonalnego angielskiego voice actingu, przy czym szczególnie chciałabym wyróżnić ciężarną bohaterkę. Sarah Ann Williams, która użyczyła głosu dziewczynie, spisała się na medal. Hadley w jej interpretacji zawsze brzmi wiarogodnie, zarówno gdy jest przestraszona, jak i skupiona czy usiłująca dodać otuchy sobie oraz dziecku.

Solidna wizytówka braterskiego studia

Reasumując, Cayne jest udanym spin-offem Stasis, a tym samym umacnia pozycję The Brotherhood w przygodówkowej branży. Ci, którzy dali się porwać historii Johna Marachecka, nie powinni zatem zwlekać ze spróbowaniem swoich sił w skórze brzemiennej kobiety. Co więcej, perypetie Hadley dobrze sobie radzą jako oddzielna opowieść. Stąd to także atrakcyjny kąsek dla wszystkich tych, którzy lubują się w horrorach science fiction. Grzech nie spróbować, zwłaszcza że grę wypuszczono za darmo i z polskimi napisami wśród obsługiwanych języków.




---------------------------------------------------

Przydatne linki

1. Cayne na Steamie.

2. Cayne to bezpłatna gra, lecz istnieje możliwość wsparcia deweloperów poprzez zakup tzw. zawartości dodatkowej z takimi bonusami jak soundtrack, tapety i scenariusz. Steamową kartę Deluxe Content znajdziemy tutaj.

3. Cayne w serwisie GOG.

4. Cayne: Deluxe Content na GOGu.

5. Recenzja Stasis – tekst mojego autorstwa, opublikowany na tymże blogu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz