poniedziałek, 27 marca 2017

The Lion's Song: Episode 3 - Derivation (PC) - recenzja



Niezależni deweloperzy z Mi’pu’mi Games po raz kolejny tego dokonali! Dzięki trzeciemu odcinkowi The Lion’s Song sprawili bowiem, że znowu wsiąknęłam w odmalowaną przez nich wizję Austrii z początku XX wieku. Episode 3 – Derivation to skromna i zarazem mądra opowieść, której przekaz wykracza poza przybliżane realia historyczne.

Trzeci rozdział The Lion’s Song nie porzuca powziętych przez autorów projektu założeń, zgodnie z którymi fabuła skupia się wokół nieprzeciętnie uzdolnionych osób. Tym razem jednak twórcy odsuwają środowisko artystów na dalszy plan, w zamian pozwalając odbiorcom przeniknąć do świata umysłów ścisłych. Podczas gdy pierwszy odcinek traktował o losach kompozytorki Wilmy Dörfl, a drugi zajmował się malarzem Franzem Markertem, Derivation przedstawia nam perypetie matematyczki Emmy Recniczek. Wprawdzie kobieta pracuje na co dzień w wiedeńskiej bibliotece, lecz nie zamierza ograniczać się do katalogowania zbiorów, wydawania książek czytelnikom czy przyjmowania zwrotów. Każdą wolną chwilę poświęca na rozwijanie matematycznych pasji, mając równocześnie olbrzymie predyspozycje do zabłyśnięcia w owej gałęzi nauki.


Pan(i) od matmy

Jako że Emma prowadzi badania nad teorią dotyczącą procesu zmian, postanawia omówić ową kwestię z ludźmi, którzy posiadają podobne zainteresowania. Dlatego więc próbuje dostać się do elitarnego klubu matematyków The Radius, gdzie niestety spotyka ją wielkie rozczarowanie. Nie dość, że zostaje wyproszona ze względu na płeć, to na dokładkę otwarcie wyśmiana. Mało tego, padają dość mocne słowa pod adresem zdolności umysłowych kobiet, który niby nie powinny tykać tak złożonych dziedzin jak matematyka. Cóż, w tamtych czasach na porządku dziennym były kręgi zdominowane przez mężczyzn, a i nawet dziś zdarzają się nieeleganckie uwagi podważające damską inteligencję. Nie wspominając o wiecznie aktualnej dyskusji na temat tego, że panie zarabiają mniej niż panowie.

Na szczęście, panna Recniczek nie poddaje się mimo przygnębienia takim stanem rzeczy. Otóż nasza protagonistka wpada na pomysł, aby założyć męskie szaty i udawać gentlemana. Tak oto rodzi się alter ego Emmy – Emil Schell, młody matematyk z Berlina. Nietrudno zgadnąć, że przebranie pomoże w uzyskaniu wstępu do wrogo wcześniej nastawionego kółka. Swoją drogą, chęć uczestniczenia w naukowych spotkaniach podyktowana jest nie tylko pragnieniem akceptacji i przebicia się, ale też zdobycia wskazówek, które umożliwiłyby dokończenie prac nad badanymi koncepcjami. Powraca tutaj zatem charakterystyczny dla serii motyw, czyli rozglądanie się za inspiracją. Co ciekawe, szczególnie cenne przy analizie zjawiska zmiany będą zwykłe, życiowe obserwacje. Wystarczy przytoczyć samo noszenie męskich ciuchów oraz zachowanie profesorów wobec Emmy, kiedy dają się nabrać na jej drugą tożsamość.


Kontekst społeczny, który obejmuje brak równości płciowej i walkę z uprzedzeniami, nie przesłania osobistego wymiaru historii, głoszącego potrzebę wiary we własne siły, a także realizacji marzeń. Należy jednocześnie podkreślić, iż podejmowany przez poprzednie epizody wątek poszukiwania siebie nabiera teraz jeszcze szerszego znaczenia w odniesieniu do metamorfozy głównej bohaterki. Rozpatrując części składowe scenariusza, warto ponadto docenić dbałość o drugoplanowe postacie, które są w omawianej produkcji kimś zdecydowanie ważniejszym niż bezbarwnym tłem. A skoro o obsadzie mowa, niewątpliwy smaczek stanowią nawiązania do pierwszych dwóch odcinków, na czele z obecnością starych znajomych.

Tak jak dawniej, plus ździebko czegoś nowego

Derivation nie urządza roszad w szkielecie rozgrywki, a co za tym idzie – nadal mamy do czynienia z narracyjną przygodówką, która kładzie maksymalny nacisk na snucie opowieści. Gameplay tradycyjnie polega na prostych interakcjach z nieożywionymi elementami otoczenia i licznych rozmowach z napotkanymi postaciami, wtrącając kilka wyborów, jakie rzutują na pozostałe rozdziały The Lion’s Song. Niemniej pokuszono się o drobne, acz istotne urozmaicenia, które pokazują, że deweloperzy nie spoczywają na laurach. Przede wszystkim nie zapomniano zrobić odpowiedniego użytku z damsko-męskich przebieranek. Ciuchy możemy zmienić w mieszkaniu dziewczyny albo z poziomu mapy Wiednia, którą wzbogacono o klikalną sylwetkę Emmy/Emila. Kolejna nowość to nieskomplikowane sekwencje z analizami matematycznymi, wizualizowanymi przez bohaterkę w formie swoistych wykresów.


W przypadku oprawy audiowizualnej twórcy kontynuują obrany na początku serii kierunek. I bardzo dobrze, bo Derivation jest częścią epizodycznej marki, a tym samym powinna zostać utrzymana tzw. ciągłość estetyczna. Przyjemny dla oka pixel art ponownie cechuje się dominacją sepiowej kolorystyki oraz starannym wykonaniem, które pozwoliło uchwycić emocje na twarzach mieszkańców wirtualnej Austrii. Nie zrezygnowano również z oszczędnego i klimatycznego udźwiękowienia ani z pomysłowego akcentowania pojedynczych zdań czy słów w obrębie napisów, co sygnalizować ma ton danych wypowiedzi.

Ale, ale… Niezbyt sprawiedliwe byłoby stwierdzenie, iż graficznie wszystko w stu procentach po staremu. Mianowicie Derivation uraczy odbiorców niewielkim udziałem czegoś w rodzaju retrospekcji, sięgając wówczas po szarość zmieszaną z przygaszonym beżem. Taki zabieg daje interesujący efekt kontrastu z królującą tu ciepłą brązową tonacją. Generalnie przygody Emmy zdają się mieć trochę lepszy montaż scen, nic nie ujmując przy tym poprzednikom. Wędrówki pomiędzy lokacjami częściej jednak częstują nas zróżnicowanymi ujęciami, co działa pozytywnie na dynamikę i bez szkody dla przyświecającej „Pieśni Lwa” skromności. W konsekwencji gra niejednokrotnie kojarzyła mi się z umiejętnie wyreżyserowanym filmem interaktywnym, tyle że z grafiką retro.


„Indyk” z klasą

Coraz bliżej do finału The Lion’s Song – wszak Episode 3 jest przedostatnim odcinkiem sezonu. Z jednej strony, poziom dotychczasowych rozdziałów każe optymistycznie wypatrywać zwieńczenia, w którym dowiemy się, jaki kształt przybiorą dalsze losy bohaterów poszczególnych części – Wilmy, Franza i Emmy. Z drugiej natomiast, ciężko będzie żegnać się z serią, której każdy kolejny epizod jeszcze bardziej umacnia gracza w sympatii dla całokształtu. Chociaż pikselowa Austria ujęła mnie już przy okazji debiutu, Derivation wskazałabym jako swój ulubiony obecnie odcinek. No i dodać muszę, że jest dłuższy od wcześniejszych historii, trwając około 1,5-2 godzin w zależności od tempa czytania dialogów i monologów.



---------------------------------------------------

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję firmom Mi’pu’mi Games i ICO Partners.

---------------------------------------------------

Przydatne linki:

1. Season Pass z dostępem do wszystkich epizodów na Steamie – do nabycia pod tym adresem.

2. Pod tym linkiem znajdziecie opcję zakupu odcinka nr 3 – Derivation w formie oddzielnego DLC.

3. Moja recenzja drugiego epizodu – tekst opublikowany na blogu w grudniu 2016 r.

4. Recenzja pierwszego epizodu mojego autorstwa, którą opublikowałam na blogu w sierpniu 2016 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz