Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 marca 2025

"Dylemat", B.A. Paris - recenzja

 


Pisarka B.A. Paris ma na swoim koncie m.in. wyśmienity thriller psychologiczny „Za zamkniętymi drzwiami”, za sprawą którego podbiła serca wielu czytelników.  A czy jej „Dylemat” również jest wartą uwagi książką? Cóż, to zdecydowanie słabszy kaliber. Nie znajdziecie tutaj dreszczowca ani wciągającej jak magnes historii, mimo że powieść ta posiada pewne plusy.

poniedziałek, 27 listopada 2023

"Look Back", Tatsuki Fujimoto - recenzja

 


Życie osób tworzących mangi ma – niczym każda inna ludzka egzystencja – swoje blaski i cienie. Taką właśnie historię przybliża nam „Look back”. Wydana w Polsce przez Waneko jednotomówka, za którą stoi Tatsuki Fujimoto, posiadający na swoim koncie m.in. popularną mangową serię „Chainsaw Man”.

wtorek, 23 kwietnia 2019

"Pogrzebany" - recenzja


„Pogrzebany” to kapitalny w swej prostocie, acz niełatwy do realizacji pomysł. Twórcy tego obrazu bardzo dobrze sobie jednak poradzili, przy czym pogratulować im należy nie tylko talentu i sukcesu, ale też właśnie odwagi za podjęcie się takiego śmiałego projektu. Zrobili przecież film, w którym wciąż patrzymy na jedną, nad wyraz małą lokację, bo… wnętrze trumny. Tak oto udowodnili, że można ową drogą dostarczyć widzom emocjonujących wrażeń.

Tytuł, którego wyreżyserowaniem zajął się Rodrigo Cortés, przybliża nam losy niejakiego Paula Conroya. Amerykańskiego pracownika cywilnego w Iraku, zasiadającego tam za kierownicą ciężarówki. Mężczyznę poznajemy zaś wtedy, kiedy odzyskuje przytomność, otoczony zewsząd ciemnością. I chociaż szybko rozświetla mrok zapalniczką, ujrzenie trumiennych ścian jest marną dla nieszczęśnika pociechą, w zamian jeszcze bardziej potęgując jego przerażenie. Co ciekawe, owe cztery deski skrywają więcej przydatnych rekwizytów, poza wyżej wymienionym źródłem światła. Kluczowa rola przypada tu natomiast telefonowi komórkowemu. Jak się bowiem okazuje, główny bohater został uprowadzony i pogrzebany żywcem dla okupu. Przede wszystkim o tym będzie zatem rozmawiał przez komórkę z porywaczami oraz osobami, do których to zdoła się dodzwonić.

sobota, 14 lipca 2018

"Chciwość" - recenzja


Korporacyjne molochy są niczym wielokomórkowe struktury, lecz tętniącemu tam życiu bliżej do bezdusznej sieci komputerów niż do swobodnie oddychających i obdarzonych uczuciami organizmów. Gdy więc nad tego typu firmą zbiorą się ciemne chmury, to – owszem – burza mózgów gwarantowana, bo przecież trzeba jakoś poradzić sobie z zaistniałym problemem. Ale, ale… dobro innych ludzi nie figuruje wśród priorytetowych rozwiązań. No, chyba że mówimy o tych z najwyższego szczebla przedsiębiorczej machiny – ci zrobią wszystko, by siebie wybronić.

„Chciwość” („Margin Call”) to film, u którego źródeł powstania leżą fakty, a konkretnie upadek amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers oraz związany z tym ogólnoświatowy kryzys finansowy. Inspirując się autentycznymi wydarzeniami, J.C. Chandor, reżyser i scenarzysta obrazu, zabiera widzów do dużej firmy maklerskiej na Wall Street. Eric Dale (w tej roli Stanley Tucci), jeden z długoletnich pracowników, trafia na ślad pewnych nieprawidłowości, acz nie może kontynuować swoich badań. Tak się składa, że zostaje akurat zwolniony, podobnie jak większość osób z tego samego piętra budynku. Niemniej zdąża przekazać stosowne dane Peterowi Sullivanowi (Zachary Quinto), byłemu już podwładnemu, który zdołał póki co uchować posadę. Młodszy z mężczyzn, skądinąd sumienny człowiek, wnikliwie kontynuuje zaś analizy Erica. A kiedy widzi, iż firmie grozi bankructwo, Peter podaje dalej informację o niebezpieczeństwie, co skutkuje zwołaniem pilnej narady z udziałem kierownictwa.

czwartek, 7 grudnia 2017

"Dwa dni, jedna noc" - recenzja


Choroba potrafi czasem utrudnić człowiekowi funkcjonowanie do tego stopnia, że po prostu trzeba wziąć dłuższy urlop. Gdy jednak mamy już najgorsze za sobą lub tak się nam przynajmniej wydaje, chcemy powrócić do normalności zarówno na gruncie prywatnym, jak i zawodowym. Sęk w tym, iż niekiedy bywa to bardzo problematyczne. Takie właśnie doświadczenia stają się udziałem głównej bohaterki filmu braci Dardenne pt. „Dwa dni, jedna noc”. Kobieta planowała bowiem dalej pracować na dotychczasowym stanowisku, ale napotyka niestety poważne przeszkody.

Kłopoty zdrowotne, jakie dotknęły Sandrę (w tej roli Marion Cotillard), dotyczą przede wszystkim sfery psychicznej. Protagonistka zachorowała na depresję i nadal zmaga się z kryzysem, mimo że otrzymała fachową pomoc medyczną. Dokładniej rzecz ujmując, winę za aktualne podłamanie ponosi dodatkowo podbramkowa sytuacja, w jakiej teraz wylądowała. Zamiast żyć odtąd dawnym rytmem, dowiaduje się, że szefostwo zamierza ją zwolnić. Ba, współpracownikom kobiety kazano wybierać, czy wolą zatrzymać Sandrę, czy zgarnąć premię równą 1000 euro. Wynik łatwy do przewidzenia – zdecydowana większość rzuca się na kasę. Niemniej bohaterka dostaje jeszcze jedną szansę, acz ma przed sobą niełatwe zadanie. W przeciągu weekendu musi przekonać kolegów i koleżanki z pracy, by zmienili zdanie, popierając ją podczas powtórnego głosowania.

sobota, 13 lutego 2016

"Niedzielny obiad" - recenzja [MyFrenchFilmFestival 2016]

W ramach internetowego MyFrenchFilmFestival, o którym ogólnie pisałam w ubiegłym miesiącu, można oglądać zarówno filmy aktorskie, jak i animowane, aczkolwiek te drugie występują tutaj w znacznie mniejszej liczbie. Jedną z takich animacji jest „Niedzielny obiad” („Le repas dominical”), a za jej scenariusz oraz reżyserię odpowiada Céline Devaux, absolwentka paryskiej École nationale supérieure des art décoratifs (ENSAD). Nie myślcie jednak, iż owa twórczyni podarowała widzom słodką bajeczkę dla najmłodszych. Mamy bowiem do czynienia z rysunkową formą dla dojrzałych odbiorców i do takich widzów skierowana jest także treść tej krótkometrażowej produkcji.

Zgodnie z tytułem obrazu, akcja została osadzona podczas niedzielnego posiłku u pewnej francuskiej rodziny, do której należy główny bohater całej historii – młodzieniec o imieniu Jean. Domowe spotkanie odbywa się pod dachem jego rodziców, a wśród zaproszonych gości są dwie samotne ciotki oraz babcia protagonisty. Znudzony siedzeniem przy stole Jean obserwuje poszczególnych członków swej familii, lecz bynajmniej nie sprawia mu to przyjemności. Wręcz przeciwnie, chłopaka męczy nie tylko konieczność tkwienia przed talerzem, ale i słuchanie paplaniny bliskich. Z jednej strony, na samopoczucie bohatera częściowo wpływa kac, tak na marginesie skrywany przed matką i ojcem. Z drugiej, młodzian po prostu nie lubi tego typu zjazdów. Wiadomo – skoro rodzinka zbiera się w liczniejszym gronie przy stole, raczej nie siedzi cichutko, przeżuwając kolejne kęsy strawy tudzież płucząc gardło wysokoprocentowym kielichem. Trzeba jeszcze poplotkować, pogadać o pierdołach, trochę ponarzekać, a także poudzielać tzw. dobrych rad.

środa, 10 lutego 2016

"Tułacz" - recenzja [MyFrenchFilmFestival 2016]

Filmy, które aspirują do miana kina ambitnego, z reguły próbują przekazać coś widzom, a tym samym nieść jakieś przesłanie, skłaniające odbiorców do głębszych refleksji. Krótkometrażowy „Tułacz” („Errance”) sprawił mi jednak pewien problem. W zasadzie nie wiem, czemu miała służyć przedstawiona we francuskiej produkcji historia. Bo o czystej rozrywce tym bardziej nie można tutaj mówić.

Rzecz dzieje się w Paryżu, dokąd przyjeżdża niejaki Djé. Kim jest ów mężczyzna? I dlaczego zdecydował się na wypad do stolicy Francji? Nie wiadomo. Ba, najprawdopodobniej sam zainteresowany niezbyt się orientuje, co go tam w ogóle ściągnęło. Na pewno nie jest to chęć zobaczenia znajomych bądź rodziny, gdyż nikt nie wychodzi bohaterowi na spotkanie. On zresztą nie sprawia wrażenia, by zamierzał złożyć wizytę komuś konkretnemu. Nie ciekawią go też turystyczne atrakcje, z których przecież Paryż słynie. Djé po prostu snuje się po mieście bez szczególnego celu.

środa, 9 grudnia 2015

"Bractwo Bang Bang" - recenzja

Upadek apartheidu w RPA pociągnął za sobą wiele zamieszek, a te z kolei nie obyły się bez krwawych ofiar. Media nie pozostawały zaś obojętne na to, co działo się na afrykańskim kontynencie w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Fotografie upamiętniające tamtejsze wydarzenia obiegły cały świat, a szczególnie głośno było o zdjęciach autorstwa grupy ochrzczonej nazwą „Bang Bang Club”.

Oparty na faktach film Stevena Silvera opowiada o losach członków powyższego zespołu w składzie: Greg Marinovich, Kevin Carter, João Silva i Ken Oosterbroek. Mężczyźni zasłynęli uwiecznianiem na zdjęciach okrucieństw, nierzadko wkraczając z aparatami w centrum niebezpiecznych wydarzeń. Przez takie praktyki narażali oczywiście własną skórę. Wszak podczas ostrej wymiany ognia można zarobić kulkę przez czysty przypadek, nawet pozostając całkowicie neutralnym. Dlatego też paczka kumpli i zarazem współpracowników dorobiła się takiego a nie innego określenia.

środa, 21 października 2015

"Las cieni" - recenzja

W filmie pt. „Las cieni” dwie pary z problemami jadą odpocząć na łonie natury, z dala od wielkomiejskiego zgiełku. I co ich w związku z tym spotyka? Jeszcze większe komplikacje, lecz nie myślę akurat o wzajemnym skakaniu do gardeł, tylko kłopotach ze strony osób trzecich. Mówiąc krótko, główni bohaterowie nadepną komuś na odcisk, a to dlatego, że wetknęli nos w cudze sprawy.

Paul, Isabel, Norman i Lucy, bo takie imiona noszą owi protagoniści, bynajmniej nie należą do wścibskich plotkarzy, którzy chcą wiedzieć dosłownie wszystko o wszystkich. Nic z tych rzeczy! Bohaterowie osadzonej pod koniec lat siedemdziesiątych historii wyjechali na wakacje do Hiszpanii, gdyż Paul nabył tam stojący w odludnej okolicy dom. Tak się jednak złożyło, że podczas polowania on i Norman zabłądzili w lesie, a w trakcie wędrówki natrafili na pewną chatę. W środku znaleźli z kolei przestraszoną dziewczynkę, którą zamknięto w bardzo kiepskich warunkach. Na domiar złego, wydaje się zdziczała i posiada zdeformowane dłonie. Zszokowany Paul postanawia zabrać stamtąd dziecko, z zamiarem powiadomienia policji. Nietrudno przewidzieć, że to właśnie ta decyzja pociągnie za sobą lawinę najgorszych kłopotów. O nieszczęśnicę upomni się grupa miejscowych, którym daleko do fajnych gości.