wtorek, 19 grudnia 2017

Chuck’s Challenge 3D (PC) - recenzja


Wśród gier nie brakuje produkcji, w których scenariusz odgrywa nie mniej istotną rolę niż mechanizmy rozgrywki. Po drugiej stronie barykady są natomiast tytuły, gdzie liczy się przede wszystkim gameplay, a fabuła stanowi co najwyżej symboliczny dodatek, o ile w ogóle o niej pamiętano. Tego typu projekty nie stoją jednak na straconej pozycji, ponieważ odbiorcy wolą czasami skupić się wyłącznie na gimnastyce palców bądź umysłu, bez jednoczesnego śledzenia warstwy narracyjnej. W zaspokajanie takich właśnie potrzeb celuje Chuck’s Challenge 3D, co zresztą robi z całkiem dobrym skutkiem.

Powyższy tytuł to duchowy spadkobierca gry Chip’s Challenge, którą pierwotnie wydano w 1989 roku na konsolach przenośnych Atari Lynx. Produkcja ta doczekała się potem edycji na inne platformy, włącznie z poczciwymi blaszakami. W planach odpowiedzialnego za grę Chucka Summerville była również kontynuacja, ale finalnie nie ujrzała ona światła dziennego przez brak porozumienia pomiędzy twórcą a posiadaczami praw do marki. Autor projektu bynajmniej nie zapomniał o swoim „dziecku” i założył wraz z przyjaciółmi niezależne studio Niffler Ltd., pod szyldem którego opublikowano Chuck’s Challenge, nieprzypadkowo jeszcze bez 3D w nazwie. Owa edycja zawitała w 2012 roku na urządzenia mobilne z systemem iOS, zaś dwa lata później projekt przywdział w pełni trójwymiarowe szaty i w takiej oto formie zaprezentował się użytkownikom komputerów PC, Mac, Linuxów, a także Androidów.


Jak zasygnalizowałam we wstępie, nie mamy tutaj do czynienia z pozycją o rozbudowanym i wielowątkowym scenariuszu. Symbolicznie naszkicowana fabuła posłużyła po prostu za pretekst usprawiedliwiający postawienie odbiorców przed szeregiem wyzwań. Co ciekawe, główny projektant – Chuck Summerville osobiście pojawia się w wykreowanym na potrzeby produkcji uniwersum, lecz gracze wcielą się w inną postać, a konkretnie we fioletowego kosmitę o imieniu Woop. W jaki sposób dochodzi do skrzyżowania dróg obu bohaterów? Otóż pewnego dnia, kiedy Chuck wyleguje się na plaży ze szklanką orzeźwiającego napoju w dłoni, zdolny do manipulacji czasem i przestrzenią stworek zabiera mężczyznę do swojego świata. Na szczęście, Woopowi daleko do obcych, którzy porywają ludzi w celu przeprowadzenia nieprzyjemnych eksperymentów. To bardzo sympatyczny osobnik i tak zapalony miłośnik logiczno-zręcznościowych zmagań, że najwyraźniej nie wystarczają mu tradycyjne posiedzenia przy grach. Dlatego też zwraca się do pana Summerville z prośbą o zaprojektowanie poziomów, do których mógłby dosłownie wskoczyć zamiast śledzić swoje postępy na monitorze.

Zadanie graczy polega zatem na przeprawieniu Woopa przez serię przygotowanych dla niego plansz, które ukończymy poprzez dotarcie do przypominającego portal punktu wyjścia. Zabawa nie ogranicza się rzecz jasna do beztroskiego przebiegnięcia trasy – po drodze czekają nas zróżnicowane atrakcje, np. przesuwanie klocków, zbieranie kluczy, lawirowanie po oblodzonym podłożu, unikanie bomb czy stworzeń, z którymi zetknięcie nie kończy się zbyt dobrze dla fioletowego kosmity. O ile początkowe levele pełnią głównie rolę wprowadzenia, które stopniowo oswaja odbiorców z tajnikami rozgrywki, o tyle kolejne udowadniają, że produkcja nie na darmo została nazwana Wyzwaniem Chucka. Sukces osiągniemy dzięki logicznemu myśleniu bądź odpowiedniemu refleksowi, przy czym w trakcie pokonywania poszczególnych poziomów nierzadko trzeba wykazać się obiema umiejętnościami jednocześnie. Przykładowo będziemy musieli odblokować dostęp do portalu w drugim końcu planszy, a następnie zmyślnie i szybko do niego dotrzeć, unikając uwolnionych w międzyczasie istot. Cóż, nie ma lekko…


W związku z powyższym, zabawa bywa frustrująca, zwłaszcza jeśli któryś raz z kolei nie zdążymy w porę zatrzymać naszego podopiecznego lub skierować go we właściwą stronę. W tym miejscu z pomocą przychodzi czasoprzestrzenny talent bohatera w postaci przycisku cofającego feralny w skutkach krok. Jako że wolno nam korzystać z owej funkcji do woli, można „przewinąć” rozgrywkę nawet do samego początku danego poziomu. Niestety, za cofanie czasu otrzymujemy tzw. sekundy karne, a co za tym idzie – nie powinniśmy nadużywać tej opcji jeżeli chcemy uzyskać wysoki wynik końcowy. Im szybciej zaprowadzimy Woopa do punktu wyjścia, tym lepszy medal zdobędziemy w ramach nagrody za zaliczenie planszy. Ponadto Chuck’s Challenge 3D prowadzi ranking, który obejmuje graczy z całego świata. Po wygraniu poziomu, na ekranie ujrzymy więc nie tylko wiwatującego protagonistę, osiągnięty czas i przyznany order, lecz również lokatę, jaką zajęliśmy w globalnej klasyfikacji.

Przygody Woopa starczą na naprawdę wiele godzin, oferując aż 150 plansz, rozdzielonych pomiędzy 6 krain. Oprócz tego, produkcja wyciąga przyjazną dłoń w stronę osób, którym byłoby jeszcze mało. Mianowicie Chuck’s Challenge 3D w pewnym sensie kładzie także nacisk na aspekty społecznościowe i nie chodzi mi teraz o wspomniany wcześniej ranking, mimo że motywuje on do ponownego ogrywania wybranych fragmentów w celu podbicia poprzednich wyników. Tym, co najbardziej wydłuża żywotność gry, jest przystępny w obsłudze edytor pozwalający na tworzenie własnych poziomów. Warto zarazem podkreślić, iż samodzielnie zaprojektowane levele możemy udostępnić w sieci, poddając je ocenie społeczności. Oczywiście nic też nie stoi na przeszkodzie, aby pobrać i przetestować twórczość innych graczy.


Wizualna warstwa Chuck’s Challenge 3D nie wywołuje przysłowiowego opadu szczęki z zachwytu, choć w sumie nie ma na co narzekać. Niezależna pozycja stawia na uproszczoną grafikę, ale pamiętano o cieniowanych elementach, dzięki czemu perypetie fioletowego kosmity nie prezentują się nazbyt spartańsko. Co najważniejsze, gra jest całkiem przyjemna dla oka nawet na niższych ustawieniach, a dość intensywne kolory nie męczą wzroku. Mnie osobiście oprawa wizualna skojarzyła się z tytułami dla młodszych odbiorców, tym bardziej że Woop wygląda wprost uroczo. Mniej atrakcyjnie wypada za to dźwiękowa strona projektu, mimo że nie woła o pomstę do nieba. Ot, taka nieszkodliwa muzyczka, która jednym uchem wpada i błyskawicznie wylatuje drugim. Co się tyczy dialogów, występują one w ilościach śladowych, przemycając odrobinę humoru oraz pojedyncze wskazówki odnośnie interakcji ze światem gry. Ich treść została przedstawiona wyłącznie w formie napisów, ponieważ swoisty dubbing sprowadza się do serii nieartykułowanych odgłosów, jakie wydają z siebie bohaterowie.

Chuck’s Challenge 3D nie jest wybitną pozycją, która wstrząśnie branżą wirtualnej rozrywki. Produkcja ma przede wszystkim za zadanie zapewnić sympatyczną, a zarazem wymagającą zabawę, która powinna przypaść do gustu miłośnikom zadań opartych na logicznym kombinowaniu oraz sprawnym operowaniu klawiaturą bądź padem. Jeżeli nie straszne Wam takie zmagania, śmiało możecie dać szansę tytułowym wyzwaniom, jakie rzuca Woopowi Chuck Summerville. Najlepiej jednak przechodzić grę w niezbyt dużych dawkach (np. w ramach krótkiej przerwy od pracy), gdyż w przeciwnym wypadku może nam zacząć doskwierać pewna powtarzalność rozgrywki.



---------------------------------------------------

Powyższa recenzja jest jednym z moich starszych tekstów. Pierwotnie opublikowałam ją w listopadzie 2014 roku na łamach portalu Save!Project, lecz zdecydowałam się zamieścić ów artykuł również na swoim blogu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

System komentarzy, tak jak cały blog, funkcjonuje na platformie Blogger, gdzie stosowane są zasady polityki prywatności Google.